„Bukareszt. Kurz i krew” jest próbą zrozumienia fenomenu metropolii, w której dziejach kumulują się spektakularne nurty historii, krzyżują wpływy rzymskie i azjatyckie, wielkie dwudziestowieczne „izmy” i utopie, akty niewiarygodnego barbarzyństwa i estetycznego szaleństwa.
Kilka lat temu Małgorzata Rejmer zadebiutowała świetną „Toksymią”, powieścią o Polsce, której się nie udało. O ludziach tkwiących w mentalnej i materialnej biedzie, wykluczonych, niepotrafiących wyzwolić się z traum, utajonych potrzeb i namiętności, zatruwających siebie i innych. Najnowsza książka jest (do pewnego stopnia) podobna, ale jeszcze bardziej dotkliwa niż „Toksymia”. Też jest portretem przestrzeni, ale już nie złej dzielnicy, lecz całego miasta. Złego miasta. „Zapytałam przyjaciół, co jest pięknego w Bukareszcie. Odpowiedzieli: »Bukareszt jest jak ciastko kupowane w niedzielę, niby czekoladowe i słodkie, ale z gorzką polewą. Nie znajdzie się tu łatwego piękna«”. „Bukareszt. Kurz i krew” jest próbą zrozumienia fenomenu metropolii, w której dziejach kumulują się spektakularne nurty historii, krzyżują wpływy rzymskie i azjatyckie, wielkie dwudziestowieczne „izmy” i utopie, akty niewiarygodnego barbarzyństwa i estetycznego szaleństwa.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.