Nowe informacje w sprawie wypadku na autostradzie A1. Na jaw wychodzą kulisy zachowania Sebastiana M., z których wyłania się obraz człowieka o skrajnie niebezpiecznych nawykach. Były pracownik oskarżonego przerwał milczenie i opowiedział przed sądem, co działo się w luksusowym BMW. Okazuje się, że jazda ponad 300 km/h nie była niczym niezwykłym dla oskarżonego.
Kim naprawdę był za kierownicą? Świadek ujawnia prawdę o Sebastianie M.
Proces w sprawie wypadku na A1, w którym w płomieniach zginęła trzyosobowa rodzina, odsłania kolejne informacje na temat Sebastiana M., któremu katowicka prokuratura zarzuca spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Kluczowym punktem ostatniej rozprawy były słowa dawnego handlowca z firmy oskarżonego, który regularnie podróżował z nim służbowo. Jak przyznał świadek, formalnie zatrudniony był w spółce Berotex, należącej do ojca Sebastiana M., jednak w praktyce wykonywał obowiązki służbowe w sprzedającej kawę Rigello, należącej do oskarżonego. Z jego relacji wyłania się obraz kierowcy o skrajnie agresywnym i niebezpiecznym stylu jazdy.
„Pytałem, czy wie, że mam dzieci”. Licznik BMW pokazał zawrotną prędkość
Świadek wrócił pamięcią do biznesowego wyjazdu na Litwę, który odbył się około cztery lata temu. Podróżowali dokładnie tym samym sportowym BMW, które później brało udział w śmiertelnym wypadku. Na odcinku trasy między Białymstokiem a Warszawą Sebastian M. miał jechać z olbrzymią prędkością.
- Była niedziela, około południa. Szef jechał tak szybko, że się bałem, jak patrzyłem, jak szybko mijamy drzewa na poboczu. Zapytałem wtedy, ile jedziemy. Odpowiedział, że 304 km na godz. Nigdy wcześniej w życiu ani nigdy potem tak szybko nie jechałem samochodem – mówił świadek.
Pytał nawet wprost swojego przełożonego, czy trenował jazdę na torze i wie, że ten ma dzieci. Jak ocenił Sebastiana M. za kierownicą? Jeździł „pewnie, ale szybko i agresywnie”.
Prędkość była normą. Tak oskarżony zachowywał się na sali sądowej
Z relacji świadka wynika, że znaczne przekraczanie dozwolonych prędkości nie było jednorazowym wybrykiem. Podczas gdy w sali sądowej padały te słowa, Sebastian M. starał się nie okazywać emocji, jednak – jak zauważyli obecni na sali – nerwowo zerkał w stronę swoich rodziców.
Spakował się i wyjechał z kraju. Reakcja Sebastiana M. dzień po tragedii na A1
Wstrząsający jest również wątek zachowania oskarżonego tuż po wypadku na A1. Okazuje się, że już następnego dnia Sebastian M. ruszył w kolejną zaplanowaną podróż zagraniczną. Zabrał ze sobą tego samego pracownika, zmieniając jedynie samochód na pojazd należący do ojca. Świadek zauważył, że jego szef wyraźnie utykał. Zapytany o powód, Sebastian M. opowiedział o zderzeniu, winą obarczając kierowcę Kii, który rzekomo miał mu nagle zajechać drogę.
Rodzina nie miała żadnych szans. Tyle lat więzienia grozi Sebastianowi M.
Tragedia, która w 2023 roku wstrząsnęła całą Polską, odebrała życie rodzicom i ich małemu dziecku. Rodzina nie miała szans na ratunek w płonącym aucie. Ekspertyzy biegłych potwierdziły, że luksusowe BMW uderzyło w prawidłowo jadącą Kię z prędkością przekraczającą 300 km/h. Sebastianowi M. grozi mu kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu