Ktoś może się zżymać, że Stasiuk wciąż o tym samym. Znów włóczy się po bezdrożach, ogląda świat zza brudnej szyby samochodu, wsłuchuje się w obce mowy, kreuje się na wagabundę i wschodnioeuropejskiego koczownika. Ale Stasiukowi wolno się powtarzać. Nadal jest wielkim hipnotyzerem i magiem słowa.
W zebranych w najnowszej książce miniaturach, impresjach i zwięzłych komentarzach bywa bezbłędnie celny. Ale najpiękniejsze w jego prozie są te momenty małych olśnień, które pojawiają się niespodziewanie, pod byle błahym pretekstem. „No więc wrzesień, początek schyłku. Dzięki niskiemu słońcu świat staje się wyrazisty, bardziej materialny, bo cienie są ciężkie, ciemne od wilgoci i zalegają bardzo długo. Podwajają rzeczywistość. Po prostocie lata krajobraz staje się wieloznaczny” – czytamy urzeczeni urodą tych bezpretensjonalnych słów. Nawet marcowe roztopy dają Stasiukowi asumpt do wysnucia zadziwiającego wniosku o środkowoeuropejskości – oto żyjemy w beznadziejnym poczuciu pogodowej niestałości, jak nikt inny na kontynencie skazani na łaskę i niełaskę wahań ciśnień i temperatur, jako wieczni wyznawcy kultu solarnego.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.