Bohaterowie „Wszystko albo nic” to przeciętniacy na zakręcie. Penny Basset pracuje w supermarkecie, Phil jeździ taksówką, ich córka sprząta w domu starców, otyły syn nie robi niczego.
Wciąż się powtarza. Kino Mike’a Leigh – wiadomo, życiowi popaprańcy na słodko-gorzkim zakręcie. Są śmieszno-straszni, tragikomiczni. Na spotkanie z jego filmami czeka się jak na rozmowę z przyjacielem, który nigdy nie zawiódł. Można długo pisać o laboratoryjnej metodzie pracy angielskiego reżysera z aktorami, wielogodzinnych próbach, których końcowym efektem jest scenariusz, ale sedno i tak tkwi gdzie indziej. Leigh, jak żaden inny twórca współczesnego kina, przejrzał wszystkie tajemnice. Nie robi z tego taniej sensacji, nie tworzy manifestów. Po prostu kręci filmy, których fenomen polega na tym, że spoza twarzy bohaterów, ich manieryzmów, nerwowych tików, trywialnych wypowiedzi wyłania się prawda o oglądającym. Leigh odkrywa przed nami wstydliwe półprawdy po to, żebyśmy nie musieli się wstydzić zgrubień na ciele i w sercu.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.