"Mój ojciec Romulus" to wzruszająca historia o tym, że dwóch nieokrzesanych facetów może wychować mądre i pełne empatii dziecko. To rzecz o chorobie psychicznej, rodzinnych więziach i kataklizmach, o egzystencjalnych dramatach i miłosnym szaleństwie.
Istnieje specyficzny i nader pokupny rodzaj książek – opowieść ku pocieszeniu serc. Rozmaici ludzie chwytają za pióro, by dać świadectwo temu, jak odnaleźli w życiu sens i miłość, pokonali choroby i piętrzące się przeszkody, zrobili wielką karierę. Takich książek chronicznie nie cierpię – przeważnie zalatują marketingowym smrodkiem, oferują fałszywą wizję świata, łatwo ferują wyroki. Piszę to, by podkreślić, że „Mój ojciec Romulus” Raimonda Gaity, choć pozornie wpada w wyżej wymienioną kategorię, to jednak całkiem inna historia – jednocześnie surowa i czuła, nieskażona tanim optymizmem, uderzająca autentyczną szczerością. I świetna literacko. Gaita, australijski filozof i etyk, opowiada tu po prostu dzieje swojej rodziny – powojennych emigrantów z Europy.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.