W nowej książce znakomitej reportażystki Małgorzaty Szejnert "My, właściciele Teksasu" nie jest ani tak śmiesznie jak w „Misiu” Stanisława Barei, ani strasznie jak w„Domu złym”Wojciecha Smarzowskiego. Jest prawdziwie, czyli pośrodku.
17 opowieści (jedna z 1969 r., reszta z lat 70. minionego wieku) kryje w sobie słodko-gorzki smak poprzedniego systemu. Co ważne, Szejnert nikogo tu nie ocenia, czytelnikom pozwala wyciągnąć wnioski. Bohaterowie są tu bardzo różni. Od narzekających na warunki pracownic nieistniejącego już warszawskiego Supersamu, przez generalnego projektanta miasta Nowe Tychy profesora Kazimierza Wejcherta, po kobietę z Łodzi, która mimo całkowitej utraty wzroku wychowała troje dzieci, i ludzi walczących o spadek w USA po amerykańskim oficerze polskiego pochodzenia. Najbardziej wstrząsająca jest opowieść o obozie wakacyjnym, na który zaproszone są osoby chcące adoptować dzieci oraz sieroty z domów opieki.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.