Małgorzata Szejnert "My, właściciele Teksasu" - recenzja

Małgorzata Szejnert "My, właściciele Teksasu"
Małgorzata Szejnert "My, właściciele Teksasu"Media
1 marca 2013

W nowej książce znakomitej reportażystki Małgorzaty Szejnert "My, właściciele Teksasu" nie jest ani tak śmiesznie jak w „Misiu” Stanisława Barei, ani strasznie jak w„Domu złym”Wojciecha Smarzowskiego. Jest prawdziwie, czyli pośrodku.

 17 opowieści (jedna z 1969 r., reszta z lat 70. minionego wieku) kryje w sobie słodko-gorzki smak poprzedniego systemu. Co ważne, Szejnert nikogo tu nie ocenia, czytelnikom pozwala wyciągnąć wnioski. Bohaterowie są tu bardzo różni. Od narzekających na warunki pracownic nieistniejącego już warszawskiego Supersamu, przez generalnego projektanta miasta Nowe Tychy profesora Kazimierza Wejcherta, po kobietę z Łodzi, która mimo całkowitej utraty wzroku wychowała troje dzieci, i ludzi walczących o spadek w USA po amerykańskim oficerze polskiego pochodzenia. Najbardziej wstrząsająca jest opowieść o obozie wakacyjnym, na który zaproszone są osoby chcące adoptować dzieci oraz sieroty z domów opieki.

Pozostało 50% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.