"5 rozbitych kamer" - recenzja

5 rozbitych kamer
5 rozbitych kamerMedia
28 stycznia 2013

Enad Burnat sięga z kamerą tam, gdzie nie docierają spragnieni sensacji korespondenci wojenni. Palestyński rolnik nadaje wydarzeniom z pierwszych stron gazet perspektywę bardzo osobistą. W „5 rozbitych kamerach” sceny przemocy pojawiają się tylko dlatego, że stanowią naturalny składnik portretowanej codzienności.

Ukazane w palestyńskim dokumencie okrucieństwo nigdy nie dotyka anonimowych ofiar, do których łatwo się zdystansować. W toku narracji reżyser informuje nas o śmierci swojego przyjaciela lub aresztowaniach kolejnych braci. W pewnym momencie sam zostaje raniony przez izraelskiego żołnierza i z ciężkimi obrażeniami trafia do szpitala. Wrękach Burnata kamera staje się narzędziem oporu przeciw doświadczanej przez jego bliskich niesprawiedliwości. Rola „5 rozbitych...” nie ogranicza się jednak wyłącznie do monitorowania nadużyć, których wroga armia dopuszcza się wobec mieszkańców Strefy Gazy. Obecność kamery ma dla bohaterów znaczenie terapeutyczne i pomaga w wytworzeniu między nimi poczucia wspólnoty. W ten sposób film Burnata – zupełnie jak przed laty „Amator” Kieślowskiego – zyskuje również intrygujący wymiar autotematyczny. Zgodnie z tytułem praca Burnata napotykała na poważne przeszkody. Każda z wykorzystywanych przez reżysera kamer po kilkunastu miesiącach użytkowania była niszczona przez żołnierzy.

Pozostało 58% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.