Z naszych rozmów z przedstawicielami środowisk akademickich wynika, że zainteresowanie ofertą uczelni niepublicznych było w tym roku nawet o 25 proc. niższe niż w latach ubiegłych.
Głównie dlatego, że w tym roku świadectwo dojrzałości odebrało 259 tys. maturzystów – o 40 tys. mniej niż w roku ubiegłym i o ponad 70 tys. mniej niż dwa lata temu. Dodatkowo o abiturientów coraz silniej biją się też uczelnie publiczne, które tak rozszerzają swoją ofertę, aby ściągnąć ich maksymalnie dużo. To za nimi wędrują budżetowe dotacje.
Mieszcząca się w Gdańsku Ateneum Szkoła Wyższa, aby utrzymać ubiegłoroczną liczbę studentów, musiała otworzyć trzy nowe kierunki. W ubiegłym roku na kierunek europeistyka przyjęła 170 studentów, w tym – tylko 50. – Wyjściem były filologie. Weszliśmy we współpracę z British Council w ramach anglistyki. Otworzyliśmy też italianistykę we współpracy z Instytutem Włoskim, jednocześnie tworząc w Gdańsku punkt, w którym można otrzymać certyfikat poświadczający znajomość tego języka. Do tego jeszcze uruchomiliśmy filologię hiszpańską – mówi rektor Ateneum prof. Waldemar Tłokiński, szef Konferencji Rektorów Zawodowych Szkół Polskich, zrzeszającej ponad 200 uczelni niepublicznych. Przyznaje, że trudno jest im konkurować ze szkołami publicznymi w ramach studiów stacjonarnych. Potwierdzają to liczby. W ubiegłym roku akademickim w trybie dziennym na uczelniach publicznych studiowało blisko 10 razy więcej osób niż na uczelniach niepublicznych. Jeszcze trzy lata temu ten stosunek wynosił 1:5,5.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.