Gigantyczne pensje, premie i zagraniczne wojaże – tak wedle doniesień medialnych ma wyglądać życie działaczy związków zawodowych. Oficjalnie jednak same organizacje są biedne niczym myszy kościelne. Nie mają prawie żadnych nieruchomości ani oszczędności. I niemal wszystkie utrzymują się ze składek
Reklama
Ponad 25 mln zł rok w rok przeznacza na związki zawodowe tylko sama spółka PKP. Wynagrodzenia związkowców pochłaniają aż 15 mln zł. Inne spółki Skarbu Państwa wydają na związkowców nieco mniej, ale za to nie oszczędzają na delegacjach czy imprezach związkowych. Dbanie o interesy najważniejszych działaczy idzie związkom bardzo dobrze, ale już nieco gorzej, jeśli trzeba wywalczyć coś dla przeciętnego związkowca. Wszystko to sprawia, że coraz więcej osób zadaje pytanie o sens istnienia organizacji zawodowych w obecnej postaci. I dopytuje o ich finanse.
Pytani o roczne sprawozdanie finansowe związkowcy twierdzą, że nie ujawniają takich danych jako niezależne i samorządne organizacje. Jednak szacunkowe wpływy z samych składek związkowych według obliczeń autora (mogą się trochę różnić versus stan faktyczny) wynoszą kilka milionów złotych miesięcznie. Szacuje się, że do Solidarności miesięcznie może wpływać nawet ponad 9 mln zł. Średnio składka miesięczna dla etatowego związkowca wynosi 0,82 proc. wynagrodzenia. Przy płacy minimalnej wynosi ona ponad 13 zł. Przy liczbie około 700 tys. członków związkowa kasa samymi składkami jest zasilana rocznie kwotą 109 mln zł. Zgodnie z uchwałą finansową, 60 proc. wpływów ze składek pozostaje do dyspozycji organizacji związkowej, a 40 proc. przekazywanych jest dla zarządu regionu. Z tych 40 proc. w regionie pozostaje 25 proc., a reszta przekazywana jest Komisji Krajowej – 10 proc. – oraz po 2,5 proc. odpowiednio na Krajowy i Regionalny Fundusz Strajkowy.
W przypadku OPZZ związkowcy pracujący płacą 4,5 zł miesięcznie, a niepracujący 0,2 zł miesięcznie. Rocznie kasa związkowa z samych składek jest więc zasilana kwotą w wysokości maksymalnie ponad 36 mln zł, licząc, że wszyscy płacący mają pracę.
Tylko Solidarność i OPZZ mają w sumie roczne wpływy na poziomie 145 mln zł. A w Polsce działa jeszcze ponad 6 tys. organizacji związkowych zrzeszających kolejny milion członków. Zakładając, że każdy z nich płaciłby 3 zł składki miesięcznie – daje to kwotę 36 mln zł. Czyli ostrożne licząc, związki zawodowe w Polsce rocznie otrzymują z samych składek co najmniej 181 mln zł.
Atmosfery wokół związków nie poprawiła niedawna publikacja „Newsweeka”. Tygodnik przedstawił dokumenty z pobytu Piotra Dudy, szefa NSZZ „Solidarność”, w uzdrowisku Bałtyk w Kołobrzegu w latach 2012–2015. Przewodniczący miał korzystać z jednego z najlepszych apartamentów w hotelu, którego wynajęcie mogło kosztować nawet 2,4 tys. zł za noc. Tymczasem, według „Newsweeka”, Duda korzystał z niego albo za darmo, albo płacąc jedynie 85 zł. Tygodnik zasugerował, że nie bez przyczyny Bałtykiem zarządza należąca właśnie do Solidarności gdańska spółka Dekom. Na czele rady nadzorczej Dekomu stoi nie kto inny jak Piotr Duda. I chociaż lider Solidarności wszystkiemu stanowczo zaprzecza, zapowiadając walkę o dobre imię w sądzie, to jednak lawina domysłów ruszyła.
Smaczku całej sprawie dodały informacje o psie przewodniczącego, dla którego pracownicy hotelu mieli wyszywać ręczniki z imieniem oraz kupować specjalną karmę.
Solidarni etatowcy
Według danych GUS-u w 2014 r. do związków zawodowych należało około 1,6 mln Polaków. To zaledwie 11 proc. wszystkich pracowników. W krajach unijnych do związków należy ponad dwa razy tyle osób, a w Skandynawii niemal połowa zatrudnionych. Co więcej, trzy czwarte polskich związkowców to pracownicy sektora publicznego, w większości nauczyciele, górnicy, energetycy i gazownicy, pracownicy służb transportowych, służby zdrowia, gospodarowania ściekami czy urzędnicy i pracownicy resortu obrony.
Tylko Solidarność skupia ponad 700 tys. osób. W 34 regionach legitymacje związkowe ma co najmniej kilka tysięcy ludzi. Związkowcy zatrudnieni są na etatach, ponieważ, jak na dobrego pracodawcę przystało, związek nie zatrudnia na umowach śmieciowych. Aby pokazać, jak solidnym jest pracodawcą, związek chętnie zaprasza na kontrole Państwową Inspekcję Pracy.
Majątek Solidarności formalnie pochodzi ze składek członkowskich, darowizn, dotacji, spadków i zapisów. Jednak zasilają go także wpływy m.in. z dzierżaw i najmu nieruchomości, a także związkowych praw i licencji. Dodatkowo na solidarnościowe konto wpływają nagrody, dochody ze zbiórek publicznych oraz zyski z powiązanych z Solidarnością spółek, w tym wspomnianego Dekomu. Głównym zadaniem powstałej w 1998 r. firmy od początku było zarządzanie nieruchomościami darowanymi Solidarności jako rekompensata za konfiskatę mienia podczas stanu wojennego. Chodziło m.in. o głośny już Ośrodek Bałtyk, biurowce w Białymstoku i Kielcach oraz budynek przy ul. Oboźnej 7 w Warszawie. Pod opieką Dekomu znajdują się również hotele w Gdańsku i Kielcach oraz sanatorium w Kołobrzegu.
Działacze Solidarności niechętnie mówią o związkowym majątku, odsyłając do biura prasowego lub KRS-ów poszczególnych regionów. – Każda z organizacji zakładowych i międzyzakładowych, każdy z regionów i sekretariatów branżowych ma swoją osobowość prawną. Zgodnie ze statutem związku Komisja Krajowa nie ma obowiązku, a nawet prawa rejestrowania i gromadzenia tego typu informacji. Nie ma też prawa ingerencji w funkcjonowanie wyżej wymienionych struktur – wyjaśnia Marek Lewandowski, rzecznik przewodniczącego KK NSZZ „Solidarność”.
Goło i wesoło
O ile majątek Solidarności jest owiany mgłą tajemnicy, o tyle pensja Piotra Dudy jest jawna. Przewodniczący zarabia dokładnie 11 236 zł brutto, czyli 2,9-krotność przeciętnego wynagrodzenia. Przysługuje mu ona zgodnie z uchwałą finansową związku. Duda deklaruje na konferencjach, że ma również roczny fundusz reprezentacyjny – 60 tys. zł, z którego 97 proc. wydaje na cele charytatywne, bo sam ubiera się w sieciówkach. Tyle tylko, że te 11 tys. zł to jedynie goła pensja związkowa. Nie można wykluczyć, że dochodzi do tego prawdopodobnie dochód z zasiadania w radzie nadzorczej Dekomu. Według „Gazety Wyborczej” także służbowy samochód z kierowcą oraz dwa służbowe mieszkania – w Gdańsku i Warszawie.
Szef drugiego największego związku zawodowego w Polsce – Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych – Jan Guz jeszcze w 2013 r. bardzo namawiał do ustawowego upublicznienia zarobków wszystkich Polaków – od prezesa przez związkowca aż do sprzątaczki. Sam jednak wysokości swojej pensji nie podał. Media szacują, że zarabia około 8,3 tys. zł.
Pewne jest, że majątek OPZZ nie może się równać z zasobami Solidarności. Na podstawie przepisów z lat 90. przejął on część majątku przedwojennych związków, znacjonalizowanych w czasach PRL. Jeszcze w 1997 r. miał kilka nieruchomości – w Koszalinie (o wartości ponad 3 mln zł,) w Busku-Zdroju (wartość ponad 3 mln zł) i Mielnie (wartość – ponad 500 tys. zł). Był też użytkownikiem wieczystym nieruchomości przy ul. Kopernika oraz ul. Sewerynów w Warszawie (o łącznej wartości ponad 17 mln zł). Były też nieruchomości w Jadwisinie i Dziekanowie Nowym (tak wynika z rozporządzenia ministra pracy i polityki socjalnej z czerwca 1997 r.). Obecnie związek oficjalnie posiada jedynie pomieszczenie biurowe w Kołobrzegu o powierzchni 64,2 mkw., wykorzystywane jako siedziba lokalnych związków. Pozostałe biura wynajmuje. Podobnie jak okazałe lokum w swoim byłym biurowcu przy ul. Kopernika.
Zapewne przypadkiem w tym samym budynku mieści się Fundacja Wsparcie, założona przez OPZZ „dla realizacji celów społecznie użytecznych”. I trzeba przyznać, że fundacja realizuje zapisy statutowe wyjątkowo rzetelnie. Oferuje wynajem biur w budynku przy Kopernika, gdzie za metr trzeba zapłacić 60 zł miesięcznie, nie licząc kosztów eksploatacji.
Fundacja oferuje także wynajem kilku pokaźnych sal konferencyjnych w okolicach Krakowskiego Przedmieścia. – Nasz okazały budynek wyróżnia się doskonałą lokalizacją w samym centrum stolicy, w rejonie ulic Nowy Świat, Świętokrzyskiej i Traktu Królewskiego. Budynek stanowiący własność Fundacji Wsparcie posiada wspaniały podjazd, parking na zewnątrz oraz garaż podziemny. Istnieje możliwość umowy wieloletniej – czytamy na stronie OPZZ.
Związek przekonuje jednak, że formalnie nie ma nic wspólnego ze wspomnianą działalnością biznesową. – OPZZ nie prowadzi działalności gospodarczej i nie ma własnego majątku poza pomieszczeniem biurowym w Kołobrzegu – przekonuje Ryszard Grąbkowski, rzecznik OPZZ. Pytany o Fundację Wsparcie, przyznaje, że posiada ona kilka budynków w całym kraju (również w Warszawie przy ul. Kopernika). – Fundacja ma osobowość prawną. Wynajmuje w posiadanych budynkach powierzchnie biurowe, usługowe, pomieszczenia konferencyjne. Przychody przeznacza na bieżącą działalność i realizację zadań statutowych – dodaje Grąbkowski.
Gdzie są te ośrodki
Związek nie wyjaśnia jednak, co się stało m.in. z posiadanymi wcześniej nieruchomościami, np. tą w Mielnie. Milczy również na temat losów majątku Funduszu Wczasów Pracowniczych, który w 1997 r. kontrolował ponad 200 ośrodków wypoczynkowych w całym kraju. Dopiero kilkanaście dni temu Sejm zajął się majątkiem FWP, który zgodnie z ustawą zostanie przekazany także Solidarności i Forum Związków Zawodowych. Sejm usankcjonował orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego sprzed... 17 lat. Wówczas TK orzekł, że mieniem FWP nie może zarządzać tylko jeden związek. Od tej chwili, z 476 ośrodków i majątku szacowanego na ponad 104 mln zł, ostało się zaledwie kilkadziesiąt. Wśród nich są m.in. trzy ośrodki w Dusznikach-Zdroju, sześć w Krynicy-Zdroju, dwa w Polanicy, Zakopanem i Rucianem-Nidzie oraz siedem w Międzyzdrojach. Ustawa na razie trafiła pod głosowanie Senatu. Dlatego też, zdaniem FZZ, jeszcze nie ma co dzielić skóry na niedźwiedziu.
Forum Związków Zawodowych, trzeci największy związek w Polsce, też działa bez majątku. W skład FZZ wchodzi ponad 35 organizacji krajowych plus kilkanaście wojewódzkich. W sumie związek z Bydgoszczy zrzesza około 400 tys. członków. – FZZ utrzymuje się ze składek członkowskich. W chwili obecnej nie posiada żadnej nieruchomości, żadnych udziałów oraz żadnej spółki – podkreśla Beata Pruszyńska z Forum Związków Zawodowych.
Według FZZ organizacja ta nie uczestniczyła w podziale majątku FWP i nie zarządza żadnym ośrodkiem wczasowym. – Forum, jako apolityczne, nie otrzymuje żadnych dotacji, np. od partii politycznych. Oczywiście mamy jakieś zużyte ruchomości typu komputery, meble, ale to wszystko w kilku pokojach. Przewodniczący nie ma samochodu służbowego, kierowcy – dodaje Anna Grabowska, doradca ds. społeczno-prawnych FZZ.
Im mniejszy związek, tym, wydawałoby się, większa jawność i dbałość o ludzi, a mniejsza o zyski i budżet. – Nasz związek nie dorobił się jeszcze majątku. Nie prowadzimy działalności gospodarczej, nie posiadamy nieruchomości czy udziałów w spółkach. Dysponujemy za to niezmiernie cennym kapitałem intelektualnym. Nie mamy etatowych pracowników związkowych. Na majątek ruchomy składa się głównie skromne wyposażenie biurowe – komputer, drukarka, kalkulator oraz zwykłe materiały biurowe uzupełniane w miarę potrzeb – mówi dr Adam Stopa, sekretarz Zarządu Głównego Związku Zawodowego Bibliotekarzy i Pracowników Bibliotek w Warszawie.
Składki po amerykańsku
Kompania Węglowa, Jastrzębska Spółka Węglowa czy KGHM – to tylko część przedsiębiorstw, w których pensje czołowych działaczy liczone są powyżej 10 tys. zł. W innych przeciętni członkowie maja pensje w granicach 2–5 tys. zł. Koledzy Piotra Dudy z zagranicy zarabiają oczywiście dużo więcej, ale i związki zawodowe poza granicami Polski cieszą się znacznie większym poparciem i zrzeszają więcej osób. Len McCluskey, sekretarz generalny największego związku zawodowego w Wielkiej Brytanii, zarabia 4,3 razy więcej, niż wynosi średnia krajowa. Tak samo ma się sytuacja w przypadku szefa największej niemieckiej centrali związkowej DGB Michaela Sommera. Po drugiej stronie Atlantyku szefowie związków dostają jeszcze więcej – nawet 400 tys. dol. rocznie, podczas gdy niżsi rangą związkowcy – 200 tys. dol. rocznie.
Majątki zachodnich związków są oczywiście bez porównania wyższe niż polskich. Jednak w Wielkiej Brytanii (kolebce związków zawodowych) czy w innych krajach zachodnich sprawozdania finansowe są ogólnodostępne w internecie. Łącznie z danymi, ile kosztuje roczne utrzymanie samochodów służbowych liderów. We Francji czy w Finlandii związkom przypisane są nawet własne towarzystwa ubezpieczeniowe, a amerykańskie organizacje stać na wydawanie milionów dolarów rocznie na lobbing czy darowizny, także dla partii politycznych. Jeden z największych amerykańskich związków zawodowych skupiający nauczycieli, Narodowe Stowarzyszenie Edukacyjne (National Education Association, NEA), liczy prawie 3 mln członków, a jej roczny budżet w wynosi około 400 mln dol.
Wszystkie organizacje utrzymują się ze składek, ale z roku na rok są one coraz wyższe, co zniechęca młodych, potencjalnie nowych członków. Przez całe lata w USA bez przynależności do związku trudno było znaleźć pracę, a składki na działalność związku potrącano z pensji automatycznie. Teraz, gdy są dobrowolne, a bycie w związku wcale nie jest równoznaczne ze stałym zatrudnieniem, chętnych z roku na rok ubywa.
Znikające miliony
Od dawna postuluje się, aby wszędzie związki utrzymywały się w rzeczywistości tylko i wyłącznie ze składek. Na razie bowiem nawet we wspomnianej wcześniej Francji czy w Skandynawii, gdzie pozycja związków jest najwyższa w Europie, są współfinansowane przez państwowe lub prywatne firmy. We Włoszech utrzymanie związków pochłania rocznie około 200 mln euro, ponieważ państwo zobowiązane jest do zwrotu wynagrodzenia pracodawcom, których pracownicy działają w związkach podczas godzin pracy. W Polsce i na Węgrzech pracodawcy finansują z kolei etaty związkowców (w zależności od liczby członków), natomiast lokale i inne koszty funkcjonowania organizacji związkowych regulują porozumienia zakładowe. I tak jeśli związek w zakładzie liczy od 150 do 500 członków, przysługuje mu jeden etat na koszt firmy. W przypadku członków od 500 wzwyż – są to dwa etaty, przy tysiącu – trzy etaty. Każdy kolejny tysiąc związkowców to dodatkowy etat na koszt pracodawcy.
Związkowcy przekonują jednak, że to i tak marginalny wydatek. Tak samo jak niemal zerowe są, według nich, koszty utrzymania siedzib związków na terenie zakładów pracy.
Dlaczego więc rok w rok największe firmy w Polsce przeznaczają na związki grube miliony? Według szacunków „Rzeczpospolitej” aż 110 mln zł kosztuje roczne utrzymanie związkowców w państwowych firmach i urzędach. Związkowcy odbierają powyższe wyliczenia bardzo personalnie. – Z jednej strony mówią nam, że związki zawodowe powinny się utrzymywać ze składek członkowskich, a z drugiej, gdy staramy się dbać o majątek, który przynosi nam korzyści finansowe, to spotykamy się z dyktatem, co nam wolno z tym robić. To niedopuszczalne! – grzmiał Piotr Duda m.in. na łamach „Naszego Dziennika”.
I dodatkowe komentarze wydają się w tym momencie zbędne