Sejm traci na znaczeniu, bo kluczowe decyzje zapadają poza nim, a głównym aktorem sceny politycznej staje się premier Donald Tusk - uważa socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego dr Jarosław Flis. Jego zdaniem dopiero w ostatnim miesiącu Sejm stał się areną ważnych wydarzeń.

"Sejm bez wątpliwości traci na znaczeniu, bo kluczowe decyzje zapadają poza nim" - podkreślił w rozmowie z PAP Flis, mówiąc o pierwszym roku pracy Sejmu VII kadencji.

Jak zauważył w trakcie ostatniego roku u premiera Donalda Tuska nie widać było presji, by ważne wydarzenia miały miejsce w Sejmie. "Nie było tam szczególnych debat, premier nie pojawiał się na forum Sejmu, by akurat tam ogłosić, co chciałby zrobić" - podkreślił Flis.

Według socjologa można obserwować proces, w którym "jednoosobowy szef egzekutywy staje się głównym aktorem na scenie politycznej, a podmiotowość całej reszty słabnie". "To nie jest tylko polski problem" - ocenił ekspert.

Flis zaznaczył jednak, że w ostatnim miesiącu doszło w tym względzie do zmiany. "Polityka wróciła do Sejmu" - podkreślił. Według socjologa było widać, że Sejm jest nadal areną ważnych wydarzeń po tym, jak w październiku Donald Tusk wygłosił tzw. drugie expose i został przegłosowany wniosek o wotum zaufania dla rządu. Zdaniem socjologa to pokazało, że "Sejmu nie można ignorować".

Jak zaznaczył o wzroście roli posłów może też świadczyć sprawa ustawy antyaborcyjnej, kiedy 40 posłów Platformy w pierwszym głosowaniu poparło projekt Solidarnej Polski, a w kolejnym - pod wpływem nacisku premiera Tuska - większość z nich zagłosowała przeciwko.

To, że posłowie byli w tej sprawie poddawani wpływom - według Flisa - jest przejawem wzrostu ich znaczenia. "Nikt nie chce wpływać na kogoś, kto nie ma znaczenia" - podkreślił.

W ocenie Flisa przez ostatni rok to Donald Tusk i rząd panowali nad sytuacją, a posłom Platformy sugerowano, że nie mają prawa zgłaszania poprawek do projektów rządowych. Jak wyjaśnił - jest to konsekwencja sposobu sprawowania władzy w dużych partiach.

Ekspert podkreślił, że rząd nie powinien traktować parlamentu jak kuli u nogi, która tylko sprawia kłopot; nie powinien też rozwiązywać problemów wyłącznie siłami ministerstw i aparatu urzędniczego, bo działalność rządu nadal nie będzie "pasmem sukcesów".

"Platforma Obywatelska powinna sobie przypomnieć, że ma posłów" - zaznaczył Flis, dodając, że klub parlamentarny to zasób, który rząd ma pod ręką.

Ekspert zauważył też, że skład Sejmu nieznacznie się zmienił, bo w przypadku Platformy aż 80 proc. obecnych posłów miało mandaty w poprzedniej kadencji, w przypadku PiS-u ten odsetek wynosi 70. Flis podkreślił, że w składzie Sejmu tej kadencji widać dopływ świeżej krwi, ale przytłaczającą większość posłów można zaliczyć do doświadczonych.

"Problemem nie jest to, że kompetencji nie ma. Tylko, że nie ma parcia do jej wykorzystania" - uważa socjolog. Jak wyjaśnił, obserwował posłów uczestnicząc w posiedzeniu komisji pracującej nad kodeksem wyborczym. "Wielu z nich nie jest zainteresowanych, by mieć wpływ na to, co się dzieje. Siedzieli z wyraźnie znudzonymi minami" - mówił.

Według socjologa posłowie wiedzą, że ich szanse na reelekcję nie zależą od ich aktywności w Sejmie, co ich demoralizuje. "Powszechne poczucie pasywności nie skłania aktywnych i chcących wpływać na rzeczywistość do zasiadania w Sejmie. Jak nie ma pędu do wpływu na rzeczywistość, to wszyscy ignorują Sejm. I jest to samospełniająca się przepowiednia" - zaznaczył Flis.

Podkreślił, że Sejm "musi mieć pomysł na siebie, by być istotnym graczem". "Parlament, którego członkowie zajmują się głównie kuluarowymi podchodami nie będzie nigdy poważnym podmiotem w innej sprawie, niż kuluarowe podmioty" - ocenił socjolog.