W Sejmie brakuje porządnych debat, dominuje za to "martwa cisza, milczenie i wykonywanie odgórnych poleceń" - powiedział PAP Aleksander Smolar, oceniając pierwszy rok pracy Sejmu VII kadencji.
Reklama

"Nasz parlamentaryzm jest w kiepskim stanie. Martwa cisza, milczenie i wykonywanie odgórnych poleceń. Nie mamy porządnych debat parlamentarnych" - ocenił Smolar, prezes zarządu Fundacji Batorego.

Jego zdaniem we wcześniejszych kadencjach Sejmu nie brakowało wybitnych parlamentarzystów, którzy potrafili mobilizować opinię publiczną, a ich wystąpienia pamiętało się. "Dzisiaj ich nie ma. Zniknęła taka kategoria. Nie ważne, kto i jak dziś mówi, bo decyzje zapadają gdzie indziej" - zauważył politolog.

Jak dodał, dochodzi do sytuacji, w której parlamentarzyści "przestają myśleć i wyłącznie dbają o to, by nie narazić się władzom".

"Nie ma wypowiedzi, które by wnosiły nowe idee, nie ma konfrontacji merytorycznych, które by pokazywały, że chodzi o jakieś racje, (są) tylko połajanki i konflikty między zorganizowanymi grupami przeciwników" - zaznaczył ekspert.

Według Smolara widać, że Sejm traci na znaczeniu kosztem władzy wykonawczej, co jest zbieżne z ogólną tendencją w krajach demokratycznych. Jego zdaniem Sejm często nie jest kompetentny, by zająć się wszystkimi kwestiami, którymi zajmuje się rząd. Wynika to - według politologa - ze słabego zaplecza merytorycznego w Sejmie, a zwłaszcza w partiach politycznych.

"To powoduje, że Sejm często nie jest w stanie podejmować merytorycznej debaty na temat skomplikowanych spraw" - powiedział ekspert.

Jak zaznaczył, większość sejmowa jest pasem transmisyjnym decyzji rządu; z kolei opozycja - przeciwnie - podejmuje huraganową krytykę, tylko dlatego, że jest przeciwko rządowi. Smolar dodał, że żarliwe dyskusje mają miejsce w przypadku tematów światopoglądowych, bo nawet "najmniej kompetentni ludzie mają zdecydowane poglądy w tych sprawach".

"Osłabienie funkcji Sejmu wynika też z tego, że mamy do czynienia z permanentną wojną domową przede wszystkim smoleńską, choć jest to znacznie dłuższa tradycja. Skutek jest taki, że opozycja nie odgrywa podstawowej roli, jaką powinna spełniać, to znaczy kontrolnej" - wyjaśnił.

To jest milcząca konfrontacja sfrustrowanej opozycji wewnętrznej

Według Smolara kolejny element osłabiający pozycję Sejmu polega na uzyskiwaniu przez partie polityczne charakteru wodzowskiego. Jak podkreślił, koncentrację władzy w osobie przywódcy partii widać zarówno w przypadku PO, PiS, SLD, jak i Ruchu Palikota.

Jego zdaniem wyklucza to dyskusję wewnątrz partii, co widać na przykładzie podziału w Platformie Obywatelskiej w sprawie poparcia projektu Solidarnej Polski zaostrzającego ustawę antyaborcyjną. "Temu nie towarzyszy żadna poważna dyskusja. To jest milcząca konfrontacja sfrustrowanej opozycji wewnętrznej" - podkreślił ekspert.

"Problem pojawia się wtedy, gdy mamy mechanizm blokowania jakiejkolwiek dyskusji. Wtedy mały stosunkowo bunt przybiera natychmiast rozmiary poważnego problemu" - dodał. Według politologa w takiej sytuacji pojawiają się zapowiedzi niekontrolowanych pęknięć w partiach.

Smolar podkreślił też, że wcześniej funkcja przewodniczącego klubu parlamentarnego znaczyła znacznie więcej, a obecnie nazwiska szefów klubów nawet nie są szerzej znane zarówno w przypadku szefa klubu PO Rafała Grupińskiego, jak i klubu PiS Mariusza Błaszczaka. "Nawet jeśli nazwiska z trudem można by było sobie przypomnieć, to trudno by było przypomnieć jakąkolwiek ważną wypowiedź czy inicjatywę" - ocenił ekspert.