"Jakcpot" - recenzja

"Jackpot"
"Jackpot"Media
4 stycznia 2013

Na miejscu są skojarzenia z „Podejrzanymi” Bryana Singera, lecz choć Magnus Martens konstruuje swój film na podobnym schemacie narracyjnym – czyli rekonstruujących niedawne wydarzenia sekcjach dynamicznych retrospektyw krok po kroku prowadzących do chwili dla bohaterów obecnej – to „Jackpot” posiada zupełnie inny ciężar gatunkowy.

Oscara Svendsena poznajemy w policyjnym pokoju przesłuchań. Kilkadziesiąt minut wcześniej znaleziono go w przygranicznym sex shopie, przygniecionego zwłokami otyłej striptizerki z klubu obok, do tego ze strzelbą w ręce. Żaden z niego kryminalista, ale jednak wszystkie okoliczności wskazują, że jest winny. Nie dość, że pracuje w zakładzie produkującym sztuczne choinki, gdzie zatrudnia się recydywistów, to jeszcze do spółki z trzema złodziejami zgarnął dzień wcześniej w zakładach sportowych prawie dwa miliony koron. Koledzy jednak poznikali, pieniądze też, a Oscar jest jedyną osobą, która może przybliżyć prawdę.

Pozostało 64% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.