Reżyserkę Maję Milos łatwo wyobrazić sobie jako kompankę do kawiarnianych plotek dla Małgośki Szumowskiej i Kasi Rosłaniec.Wyreżyserowany przez Serbkę „Klip” na każdym kroku powiela błędy popełnione przez twórczynie „Sponsoringu” i „Bejbi blues”.
Tak jak koleżanki po fachu, Milos stara się być dla swych młodych bohaterów zarówno wyluzowaną kumpelą, jak i surową starszą siostrą. W opowieści o ekscesach współczesnych serbskich nastolatków reżyserka łączy płytki feminizm na poziomie kolorowych gazet i efekciarstwo rodem z muzycznego teledysku. Portretowani przez Milos bohaterowie interesują ją tylko o tyle, o ile mogą dostarczyć materiału do kolejnych scen seksu i przemocy. Pod kusym płaszczykiem krytyki społecznej w „Klipie” skrywa się wyłącznie prymitywna chęć szokowania odbiorcy. Serbski film nie wykorzystuje szansy, by przedstawić widzom złożony obraz życia młodych ludzi w dotkniętych wojenną traumą krajach byłej Jugosławii.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.