"Woziłam arabskie księżniczki" - blaski i cienie kobiecości

"Woziłam arabskie księżniczki" - recenzja
Fragment okładki książki "Woziłam arabskie księżniczki".Media
25 lipca 2014

Larson w pozornie bezwartościowej literaturze udaje się znaleźć pole dla dialogu dwóch, wydawałoby się, wykluczających się kultur. Nie jest setnikiem „rozmówców”, tylko zaciekawionym, choć często infantylnym, słuchaczem. Posłuchajmy z nią.

„Trzeba zachować trochę złości na później” – mówi saudyjskie przysłowie. Świetnie pasuje do tej książki. Początek lektury jest bowiem męczący. Autorka, będąca jednocześnie narratorką, daje w nim irytujący popis naiwności i egzaltacji. Wprowadzając czytelnika w meandry swojej pracy jako szoferka, zwierza się przy okazji z wcześniejszych prób zrobienia kariery w przemyśle rozrywkowym w Hollywood. Ta opowieść brzmi, jakby wyszła spod ręki nastolatki, nieświadomej praw, jakimi rządzi się Fabryka Snów, a przy tym niezaznajomionej z tysiącami podobnych, pełnych goryczy historii. Autorka wpada w tak wyżłobione koleiny, że z przerażeniem czeka się na to, co ma do powiedzenia na temat saudyjskiej rodziny królewskiej, której członków – już wykonując nowy zawód – woziła przez 7 tygodni po Los Angeles.

Pozostało 62% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.