"Sońka" - ułamki wspomnień

"Sońka" - recenzja
"Sońka" Ignacego KarpowiczaMedia
5 sierpnia 2014

Tym razem objawia nam się Ignacy Karpowicz bardziej wyciszony, bardziej czuły i liryczny. Zasłyszana w rodzinnych stronach opowieść o dziewczynie zakochanej w czasie wojny w niemieckim żołnierzu podobno chodziła za pisarzem od lat.

Żałowałam, że trzy lata temu Ignacy Karpowicz nie dostał nagrody Nike za „Balladyny i romanse”. Tamta powieść była literackim fajerwerkiem, popisem nieokiełznanej wyobraźni autora i językowej brawury. Nic dziwnego, że wydane w ubiegłym roku „ości”, bardziej stonowane w formie, na pierwszy rzut oka wypadały na tym tle nieco bladziej. Były za to trafną, a miejscami zjadliwą wiwisekcją współczesnej polskości, wraz z jej fobiami, lękami, niezaleczonymi ranami. Kibicuję Karpowiczowi, zwłaszcza że jego najnowsza książka „Sońka” dowodzi, jak wiele tonów jest w stanie przybrać proza autora „Balladyn…”. Był literackim szaleńcem, nieposkromionym prześmiewcą, portrecistą prowincjonalnej i wielkomiejskiej obyczajowości, nierzadko zajadłym krytykiem Polski zaściankowej, zakompleksionej, homofobicznej i seksistowskiej.

Pozostało 66% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.