Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował w poniedziałek, że biegły musi uzupełnić swoją opinię w precedensowej sprawie dotyczącej wykorzystania przez spółkę JFC Polska wygenerowanego przez AI głosu lektora Jarosława Łukomskiego. Kolejna rozprawa odbędzie się 21 sierpnia.
Spór przed Wydziałem Własności Intelektualnej warszawskiego SO toczy się od końca stycznia br. Dotyczy on naruszenia dóbr osobistych lektora Jarosława Łukomskiego przez spółkę JFC Polska, która miała stworzyć i wykorzystać w reklamie swoich produktów bez jego wiedzy i zgody cyfrowy model jego głosu.
Lektor współpracuje tymczasem z prowadzącą internetowy bank głosów firmą Mikrofonika, z którą około dwa lata temu podpisał również wyłączną umowę dotyczącą próby stworzenia cyfrowego modelu swojego głosu. Prace nad dotychczasowym modelem zostały zawieszone, jednak sam projekt jest przez firmę kontynuowany.
Podczas pierwszej rozprawy w tym procesie zajmująca się sprawą sędzia Sylwia Wit vel Wilk zaznaczyła, że toczący się spór ma na gruncie polskim charakter precedensowy, jednak tego typu sprawy zdarzały się już na świecie.
W styczniu sąd powołał w tej sprawie biegłego z zakresu badań fonoskopijnych. W swojej opinii miał on wypowiedzieć się m.in. w kwestii stopnia podobieństwa głosu wykorzystanego w będących przedmiotem sporu reklamach do głosu Łukomskiego.
Czy głos wygenerowany przez AI przypomina głos Jarosława Łukomskiego?
Opinia ta została ostatnio sporządzona, jednak - jak poinformowała w poniedziałek sędzia Wit vel Wilk - była ona kwestionowana przez obydwie strony sporu. Biegły wykazał w niej, że głos wykorzystany w reklamie nie należał do Łukomskiego. Jak jednak podkreślano w trakcie rozprawy, od początku procesu jasnym było, że wykorzystany w reklamie głos został stworzony przy użyciu sztucznej inteligencji.
Biegły był dopytywany przez pełnomocników lektora o użyte przez niego w opinii stwierdzenie, że głos w przeanalizowanych przez niego materiałach jest „łudząco podobny” do głosu Łukomskiego. Biegły przyznał, że słyszy w nich głos „łudząco podobny” do głosu lektora, lecz na sporządzonych przez niego wykresach widać, że parametry obydwu tych głosów różnią się od siebie. Dopytywany, czy dla przeciętnej osoby głos użyty w reklamach może zostać uznany za głos Łukomskiego, biegły przyznał, że może tak być.
Sąd uznał, że sporządzona przez biegłego opinia nie odpowiada wprost na zapytania, które są istotne w zakresie rozstrzygnięcia sporu. Zobowiązał biegłego do jej uzupełnienia w czasie trzech tygodni. Sędzia podkreśliła, że sądowi zależy przede wszystkim na ustaleniu, czy głos wykorzystany w spornych reklamach mógłby być identyfikowany przez przeciętnego odbiorcę jako głos Łukomskiego. Biegły ma także sam ocenić stopień podobieństwa głosu wykorzystanego w reklamach do głosu lektora.
Precedensowy proces o wykorzystanie głosu AI w reklamie
Podczas poniedziałkowej rozprawy przesłuchiwany był również prezes pozwanej spółki Mirosław Majewski. Zobowiązał się on m.in. przekazać sądowi dane osobowe pracownika odpowiedzialnego za stworzenie spornych materiałów. W styczniu Majewski mówił bowiem, że pracownik ten borykał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, w poniedziałek poinformował zaś, że wciąż nie ma z nim kontaktu.
Na rozpoznanie wciąż oczekuje wniosek o ujawnienie przez firmę JFC dokumentów dotyczących okoliczności stworzenia materiałów będących przedmiotem sporu w tej sprawie. Sąd ma zająć się nim na zaplanowanym pod koniec czerwca posiedzeniu niejawnym. Z kolei kolejna rozprawa jawna została wyznaczona na 21 sierpnia. Wówczas w sprawie ma być już znana uzupełniająca opinia biegłego.
Podczas styczniowej rozprawy prezes pozwanej spółki mówił, że gdy dowiedział się o całej sytuacji, był zaskoczony. Jak dodał, wiedział, że w reklamie użyty został głos wykreowany przez AI, ale nie wiedział, że należy on do „znanego lektora”. - Byliśmy przekonani, że postępowaliśmy zgodnie z prawem - oświadczył później w rozmowie z dziennikarzami.
W przesłanym PAP w kwietniu oświadczeniu prasowym firmy JFC wskazano, że spółka wstrzymała publikację spornych materiałów „niezwłocznie po otrzymaniu wezwania”, „jeszcze zanim sprawa trafiła do sądu”. „Wielokrotnie proponowaliśmy polubowne rozwiązanie, w tym formalną mediację. W materiałach nigdy nie wykorzystano imienia, nazwiska ani wizerunku Pana Łukomskiego” - dodano. W piśmie podkreślono wówczas również, że spółka w pełni współpracuje z sądem i aktywnie uczestniczy w postępowaniu dowodowym.
Po zakończeniu styczniowej rozprawy reprezentująca lektora mec. Wiktoria Stasiewicz w rozmowie z dziennikarzami powiedziała, że po przesłaniu wezwania (do zaprzestania naruszenia - PAP) trwały rozmowy ugodowe, które jednak „nie zakończyły się pozytywnie”, w związku z czym pełnomocnicy Łukomskiego zdecydowali się złożyć pozew.
We wcześniejszej rozmowie z PAP drugi z reprezentujących lektora radców prawnych, mec. Tomasz Ejtminowicz, przekazał, że od pozwanej spółki oczekują m.in. zadośćuczynienia za doznaną przez Łukomskiego krzywdę moralną w kwocie 50 tys. zł, zapłaty 102 tys. zł z tytułu bezpodstawnego wzbogacenia się przez firmę oraz przeprosin.
Ewa Fiutka (PAP)
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu