Po ogłoszeniu wstępnych wyborów do izraelskiego parlamentu Knesetu, premier Benjamin Netanjahu zapowiedział budowę szerokiej koalicji. Stworzenie silnego rządu będzie tym trudniejsze, że Likud zdobył niespełna 30% miejsc w Knesecie.

W przemówieniu wygłoszonym tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników premier zasugerował możliwość utworzenia koalicji zarówno z partiami prawicowymi jak i lewicowymi. Według niego nowy rząd nie tylko zadba o bezpieczeństwo Izraela, ale także zajmie się obniżeniem cen mieszkań i kosztów życia. Takie podejście sugeruje, że Netanjahu gotowy jest rozmawiać ze świecką, centrową partią Jesz Atid, która zajęła drugie miejsce w wyborach, a także z prawicową partią Dom Żydowski.

Możliwość zbudowania szerokiej, stabilnej koalicji sceptycznie ocenia Efraim Sneh, były minister w rządzie Icchaka Rabina. Twierdzi, że Netanjahu zbudował partię skrajnie prawicową, która może rządzić tylko z prawicą i partiami religijnymi, a to jest znikoma większość. Zdaniem polityka w Izraelu zaczyna się okres niestabilności, bo rząd będzie zbyt słaby, żeby poradzić sobie z wyzwaniami ekonomicznymi i międzynarodowymi.

Zgodnie z izraelskim prawem, nowy gabinet musi powstać do końca marca. Zapewne tak się stanie. Znacznie poważniejszym jest natomiast pytanie, jak długo przetrwa.