Trzeba mieć pozycję Paola Sorrentina, żeby zdecydować się na filmowy dialog z mistrzem pokroju Federica Felliniego.
"Wielkie piękno” oglądałem po raz pierwszy w czerwcu ubiegłego roku na festiwalu w Karlovych Varach. Gigantyczna sala kinowa, kilkaset twarzy oraz film zawłaszczający całą przestrzeń skupienia. Im dłużej, tym lepiej: marzyłem, żeby piękno trwało wiecznie, jak Rzym – miasto, o którym opowiada Sorrentino. Oglądając, znowu czułem się jak dzieciak, jak filmowy neofita. Elementarz zachwytu. Inspiracja „Słodkim życiem” jest w „Wielkim pięknie” oczywista, ale to twórcze przełożenie. Sorrentino odwzorowuje frenezję struktur arcydzieł FeFe. Kamera ugania się za linearnym porządkiem, ale sens ucieka, gubi się, tworzy alternatywny filmowy dekalog, w myśl którego „Wielkie piękno” staje się kantatą o nieumiarkowaniu: metrażu, scenariusza, jedzenia, picia, seksu.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.