Oglądanie „Gottlandu” przypomina ponowną wycieczkę w ulubione miejsce odbytą w towarzystwie niezbyt rozgarniętego przewodnika. Porażka czeskich twórców próbujących zaadaptować na potrzeby kina bestsellerową książkę Mariusza Szczygła boli, ale trudno traktować ją w kategoriach zaskoczenia. Grupa nowicjuszy o nieukształtowanej jeszcze twórczej osobowości najzwyczajniej w świecie nie sprostała tekstom wybornego stylisty.
Filmowemu „Gottlandowi” najbardziej brakuje charakterystycznej dla Szczygła nonszalancji. Dzięki niej polski twórca jest w stanie neutralizować powagę poruszanych kwestii za sprawą lekkości i humoru. Młodzi filmowcy pozostają solidarnie ślepi na zawarty w książce ładunek dowcipu. Postawę reżyserów można by obronić jako deklarację sprzeciwu wobec wypalonych starszych kolegów i specjalizującej się w komediach generacji Hřebejka, Zelenki czy Ondříčka. Kłopot w tym, że rezygnujący z rozbawiania widza twórcy „Gottlandu” nie proponują mu niczego w zamian.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.