„Obywatel” Jerzego Stuhra. O Polakach z humorem

Choć niektórych pewnie to oburzy, reżyser z podobną swadą żartuje z ubecji, jak i Solidarności (na marginesie, świetny epizod Piotra Głowackiego), kleru czy karierowiczów.
Obywatel, Jerzy StuhrMedia
7 listopada 2014

„Obywatel” to rodzaj egzaminu, na ile do pewnych spraw potrafimy podejść z dystansem i z przymrużeniem oka spojrzeć na nasze narodowe przywary

Na swój film Jerzy Stuhr kazał czekać widzom aż siedem lat. Długo, zdecydowanie za długo. Kiedy jednak opowiada o kulisach jego powstawania, coraz lepiej zaczynamy rozumieć ekranowe losy Jana Bratka, miotanego przez wiatr historii prostaczka bożego. Bo kiedy reżyser odbijał się od kolejnych drzwi, nie mogąc znaleźć pieniędzy na sfinansowanie produkcji, niespodziewanie pomogła rada Krzysztofa Zanussiego: „Wystarczy, że zmienisz tytuł i kilka scen”. Tyleż genialna, co absurdalna. I aż dziw bierze, że wątek ten nie znalazł swego miejsca w scenariuszu, bo ten od takiego poczucia humoru nie stroni.

Pozostało 80% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.