Mariusz z "Ucha prezesa": Krew mnie zalewa gdy widzę, co robią w TVN czy TVP. Czysta propaganda

Mikołaj Cieślak, fot. Darek Golik
Mikołaj Cieślak, fot. Darek GolikDziennik Gazeta Prawna
23 marca 2017

- Zmienił się reżim, zmienili się dziennikarze, lecz telewizja i radio publiczne wciąż zajmują się wspieraniem władzy. Tuszują jej wpadki oraz wyolbrzymiają podłość opozycji - zauważa Mikołaj Cieślak, aktor oraz artysta kabaretowy, współtwórca Kabaretu Moralnego Niepokoju w rozmowie z Robertem Mazurkiem.

Jak rządziła Platforma Obywatelska, to kabarety były apolityczne albo kpiły z opozycji, a teraz – dla odmiany – wszyscy śmieją się z rządu.

Ale Robert Górski, robiąc „Posiedzenia rządu Tuska”, był chyba jedynym, który się z tego wyłamał.

To się zmieniło.

Tak, teraz można głosować również na inne partie, byle nie na PiS. Na Kaczyńskiego się nie głosuje i tyle.

Tego nie trzeba tłumaczyć. Bo dyktatura, faszyzm i ograniczenie swobód obywatelskich. A jakich swobód, to ci już wyłożyła Magdalena Jethon (Magdalena Jethon: Strasznie mnie ten Kaczor wpieprza ). To jest ten poziom refleksji, który obserwujemy w środowisku.

Bo nie czuję, by mi jakieś swobody odbierano.

Jestem przeciwny wprowadzaniu hejtu do mowy publicznej. Nigdy bym tak o nikim nie powiedział. Rozumiem, że ma Bałtroczyk swoje poglądy, ale żeby wyrażać je w ten sposób...

Pisowcem możesz zostać w najbardziej nieoczekiwany sposób. Opowiadałem ci, jak kiedyś powiedziałem na próbie coś o Smoleńsku?

To była próba imprezy kabaretowej i ja, mając podpięty mikrofon, rzuciłem do kogoś: „Chyba nie myślicie, że państwo polskie zrobiło wszystko, by wyjaśnić Smoleńsk?”. I zapanowała grobowa cisza! Potem podchodzi do mnie jeden z artystów i szepcze: „Ja też tak myślę”. Co się dzieje? Nie możemy głośno powiedzieć, że nie wierzymy, iż państwo, które jego minister określił jako „ch...j, d...a i kamieni kupa”, zrobiło wszystko dla swojego prezydenta!

Ja też. I co? Czy to oznacza, że wierzę w zamach? Nie, chciałbym po prostu, by okoliczności tej katastrofy zostały lepiej zbadane. I nie mówcie mi, że jak nie wierzę w raport Anodiny, to mam sobie robić parówkowe eksperymenty.

Teraz jest tak samo. Zmienił się reżim, zmienili się dziennikarze, lecz telewizja i radio publiczne wciąż zajmują się wspieraniem władzy. Tuszują jej wpadki oraz wyolbrzymiają podłość opozycji – ta zasada funkcjonowania mediów publicznych jest dla mnie obrzydliwa.

Niestety.

Może raz czy dwa widziałem nowe „W”. I nie mogę tego oglądać tak samo jak „Faktów”, bo to są tak samo skrzywione politycznie tuby propagandowe. Nie oglądam tego dla zasady, bo mnie krew zalewa, gdy widzę, co robią w TVN 24 czy w publicznej. Czysta propaganda.

Z drzew.

Dlatego jestem skazany na portale internetowe. Przeglądam je wszystkie od lewa do prawa i czuję się jak śmieciarz, który cały czas w tym gąszczu odwala to, co zjedzone, przegnite i cuchnące. Licząc na to, że na końcu trafi na coś pożywnego. Czasem wygrzebuję kawałek świeżego chleba i dowiaduję się, co dzieje się na świecie, a nie tylko kogo nienawidzi autor tekstu.

I się nie opowiem, bo ja mogę tobie prywatnie powiedzieć, na kogo głosuję, ale nie będę tego rozgłaszał publicznie.

Ale dlaczego miałbym komuś polecać, na kogo głosować? Dlatego, że jestem znany, że ktoś mnie kojarzy albo lubi? Jakie mam prawo, by ludziom tłumaczyć, jakie mają podejmować decyzję, co jest dobre, a co złe? Jeśli pomylę się na własny rachunek, to moja strata, ale nie potrafiłbym spojrzeć w oczy ludziom, których namówiłbym do głosowania na Marcinkiewicza czy Giertycha. Przecież taki ktoś mógłby potem przyjść i powiedzieć: „No, panie Cieślak, ale się przez pana wygłupiłem!”, i dać mi z liścia. To ja już wolę mieć całą gębę.

Czy ja wiem? W najważniejszych sprawach poglądy mamy zbliżone, tylko różne przekonanie, kto je najlepiej będzie reprezentował, dlatego różnie głosujemy. I to od zawsze. Ja głosowałem na Wałęsę, Robert na Mazowieckiego. Od tego czasu wszystko się pozmieniało...

Na przykład wszyscy uważamy, że jeżeli ktoś był umoczony w komunizm, był działaczem, ubekiem czy wtyką, nie powinien brać udziału w życiu publicznym. No i kiedy widzę, że w telewizji jako autorytet występuje dawny szef WSI gen. Marek Dukaczewski, że każda partia ma swojego Piotrowicza, to mnie szlag trafia.

Wiesz, co mnie irytuje? Że podziały polityczne wkraczają w inne sfery życia. Chętnie zobaczyłbym dobry film o żołnierzach wyklętych. Przecież to genialny temat, możesz to zrobić jak „Bękarty wojny”, jak western, film sensacyjny, ale nie, tu wszystko jest podporządkowane temu, kto to zrobi. I od razu wiadomo, że jak bierzesz się do tematu żołnierzy wyklętych, to jesteś z PiS-u.

Tu się trochę zmieniło, ale niewiele. Ludzie wciąż są oszukiwani i okłamywani – i mówiąc to mam na myśli kondycję mediów, którą oceniam bardzo źle. Nie tylko są skrajnie upolitycznione, ale i ogłupiające, bo produkują kompletną sieczkę.

Dlatego ci mówiłem, że staram się nie przekraczać granic własnych kompetencji i nie mówię ludziom, na kogo głosować. A że opinię publiczną może kształtować kabaret czy „Ucho Prezesa”? Pewnie może, ale na dwoje babka wróżyła. Bo jedni powiedzą, że szydzimy, a inni – że ocieplamy wizerunek, nie ma co się przejmować.

Uwielbiam czytać te pełne zachwytu głosy na internetowych forach. Z jednej strony – „Sp...ć zdrajcy Polski!”, a z drugiej – „Jesteście miękkie pały i boicie się dowalić, a Pawłowicz jest za ładna”. Dopóki te głosy są mniej więcej po równo, to dobrze.

Nie. Tak naprawdę chcieliśmy tylko zrobić serial komediowy kręcony metodą filmową, całkowicie według naszych zasad, naszego scenariusza i naszego pomysłu.

Nam się to podobało, ale pokazywaliśmy ludziom z branży z pytaniem, czy to chwyci – nikt nie wiedział. To było kompletnie inne niż wszystko, co robiliśmy do tej pory. Bez widowni, bez śmiechu, bez grepsów, bez wygłupiania się i robienia min. Jak ludzie to przyjmą? Bo może i to fajne, ale takie spokojne...

Bo granie z nią wymusza granie pod reakcję, na efekt. Dlatego postanowiliśmy z tego zrezygnować, żeby zagrać normalnie, aktorsko, nie kabareciarsko.

Kiedy wylądujemy w więzieniu.

To nie miałoby sensu. My jesteśmy bardzo wyczuleni na oskarżenia, że robimy ten serial na zamówienie, w domyśle polityczne, bo wszystkie duże telewizje w Polsce są polityczne. Gdybyśmy dogadali się z TVP i mieli zagwarantowaną pełną niezależność, to i tak byłoby podejrzenie, że robimy to na zlecenie.

Podpowiedział nam to Steffen Möller, bo to aktorka znana w Niemczech z parodiowania Merkel – zgodziła się bardzo chętnie. A my, jako sprzedawczyki, udzieliliśmy potem wywiadów „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Süddeutsche Zeitung”. Rozmawiając z dziennikarzem mówiącym po niemiecku obaj z Robertem mieliśmy wrażenie, jakbyśmy donosili na Polaków na gestapo. Nie możesz tego pisać!

Jaką?

Nie powinienem się tym chwalić, bo potem będzie na mnie, że kogoś nie wziąłem albo że wziąłem i komuś nie pasuje do roli.

A chciałbyś zagrać?

Ale ja ich nie biorę dlatego, że są znajomymi, tylko dlatego, że to świetni, nieodkryci aktorzy.

Iza byłaby świetna w połowie obsady, bo to jest taka osoba, ale wszyscy wiedzą, że jej pani Basia to wielki sukces. Tak samo jak pan prezydent...

Od początku byliśmy przekonani, że to będzie dobry strzał.

Bardzo dobre pytanie! To największa tajemnica „Ucha Prezesa”.

Zdecydowanie nie, bo odcinki są drogie w realizacji, ale nie robimy „Ucha Prezesa” dla pieniędzy.

Och, to jest kapitalna sprawa, jestem dla moich dzieci joutuberem.

Nawet moja starsza 18-letnia córka musiała uznać, że jesteśmy kimś, bo mamy 305 tys. subskrypcji.

No widzisz, kładziemy na łopatki wszystkich jej idoli z Taco Hemingwayem na czele, który nie ma nawet 200 tys. ...

Stary, wielka droga przed nami!

Sprawdzam sobie czasem rankingi polskich joutuberów. Pniemy się, ale jesteśmy na jakimś 156. miejscu!

Mnie też się wydawało, że jesteśmy w czołówce, może dziesiąte, piętnaste miejsce, a tu taki cios... To jest jednak świat, o którym nie miałem pojęcia.

Są ludzie, którzy robią na YouTubie wszystko. Od filmików, gdzie ziemniak wybucha w kuchence mikrofalowej, przez takich, którzy grają w gry i opatrują to swoim komentarzem czy parodiują piosenki. Oczywiście przed nami 150 osób, ale ilu za nami. Może to tłumaczy, że rozrywka przenosi się do internetu. Na Pakę, czyli Przegląd Kabaretów Aktorskich, festiwal, który był zawsze przepustką do kariery, zgłosiło się w tym roku 20 kabaretów.

Za naszych czasów było ich dziewięćdziesiąt, a nawet sto.

Teraz jeśli masz nieodpartą i młodzieńczą chęć wygłupiania się, to albo robisz stand-up, albo otwierasz kanał na Youtubie. W sieci nie ma wielkiego zainteresowania odgrywanymi scenkami kabaretowymi, a z drugiej strony zainteresowanie publiczności jest.

Pewnie za miesiąc. Mamy zrobione kolejne dwa odcinki, musimy jeszcze dwa dokręcić i koniec sezonu.

Showmax, internetowy serwis VoD, dla którego teraz robimy „Ucho Prezesa”, chciał, żebyśmy zrobili normalny telewizyjny serial. A normą jest 12 odcinków na sezon.

Jeżeli przetrwa ten rząd i przetrwamy my, to „Ucho” wróci.

Nie do końca.

Aaaa, jasne. Piliśmy piwo na skwerku koło pomnika kard. Wyszyńskiego na Krakowskim Przedmieściu. Piękne miejsce, bywasz tam jeszcze?

Mnie się zawsze wydaje, że jestem w tym samym wieku, ale jak tam siadam, to się okazuje, że nie jestem.

Pytam o to, bo wtedy jeszcze mieliście zupełnie inne ambicje.

No tak, chcieliśmy podbić świat poezją. Pisałem wtedy wiersze.

Nie, ale mam kilka zaczętych albo parę skończonych. Bo poeta, który nie jest w cugu pisania, ma zawsze jakiś dobry wers, którym zacznie albo skończy wiersz. I ja jestem na tym etapie, że mam kilka dobrych wersów, trzeba tylko do niech wiersz dopisać. Drobnostka w sumie.

Naprawdę chcieliśmy być poetami: Robert Górski, Przemek Borkowski, Krzysztof Zadros, kolega, którego nie ma w kabarecie, a który pisze opowiadania, no i ja...

Bycie poetą jest jak bycie lekkoatletą...

Trzeba trenować. Lekkoatleta ćwiczy nogi czy co tam ma, co mu potrzebne, a poeta musi ćwiczyć wrażliwość na obraz, na wspomnienie, na sentyment, no i przede wszystkim na słowo. Jeśli nie ćwiczysz, to nie da się usiąść i napisać wiersza, a jak nie ćwiczysz przez dwa lata, to się nie da pobiec setki w dziesięć sekund.

O nie, z tą przyjemnością walczę, więc nie wciągaj mnie w rozmowy o alkoholu.

Jest początek lat 90., poznajemy się na polonistyce na UW i chcemy stworzyć nowe pokolenie literackie. Szybko się okazało, że nasze temperamenty nie są do tego dostosowane, bo to jest praca w ściszonym towarzystwie, czytanie wierszy na wieczorkach poetyckich w towarzystwie kilku osób w wełnianych swetrach, które są albo egzaltowane, albo skrzywione. Mimo to podjęliśmy próbę i zaczęliśmy wydawać pismo literackie „Podniebienie”.

Fenomenalnie. Rano woziliśmy gazetę w plecakach z drukarni w Piasecznie, rozkładaliśmy ją na uniwersytecie, a po południu widzieliśmy, jak wala się po podłodze albo w śmietnikach. Owoc naszej poezji trafia do śmietnika. Ja nie dawałem za wygraną...

Spotkaliśmy się z Robertem w parku przy tanim winie i okazało się, że mamy zupełnie różne pomysły. Ja chciałem wydawać zawodowe pismo literackie „Struna”, a Góral wymyślił, że będziemy robić kabaret. Zszokował mnie, ale ponieważ ja nie zająłem się pismem, a on zabrał się do kabaretu, to poszliśmy w tę stronę.

Lubisz Rolling Stonesów?

To jeśli o Keithie Richardsie mówią „ten drugi”, to coś mu to odbiera? Bardzo chętnie będę Keithem Richardsem naszego kabaretu czy „Ucha Prezesa”.

Kurpiem Białym. Rodzina mamy pochodzi ze wsi o pięknej nazwie Ojcowizna, mieszkają tam od 400 lat. Wśród nich była i szlachta zagrodowa, i chłopi, i fornale, wszyscy razem się tam zagnieździli. W okolicznych wioskach handlem zajmowali się Żydzi, co zresztą miało wpływ na moje pochodzenie, bo zdaje się, że mój dziadek był owocem pewnego przelotnego związku.

Księża chodzący tam po kolędzie w XIX w. napisali, że jest to lud dumny, ale leniwy, pracuje, choć wolałby się napić miodu i spać w lesie. Są dzielni, ale woleliby, żeby ktoś ich wziął za mordę. I jak to czytam, to widzę nie tylko ich kurpiowskość, ale polskość.

Wychowywałem się tam. Mam niesamowite wspomnienia drewnianych chat i ludzi, którzy tam mieszkali, kryminalne historie, zabobony. Na końcu wsi mieszkała babka, która językiem wyjmowała, jak coś komuś wpadło do oka.

Językiem. Wiem, że to brzmi obrzydliwie, ale miałem sześć lat, kiedy i ja do niej trafiłem. Być może uratowała mi oko.

Gdybym to zadeklarował jako program wyborczy Ruchu Autonomii Kurpiów Białych, toby mnie do Sejmu wybrali. Zresztą to, jest niezły pomysł na starość, bo albo będziesz pił miód i spał po lasach, albo zostaniesz internetowym hejterem w przepoconej koszuli w kratę.

Jestem skazany na portale internetowe. Przeglądam wszystkie i czuję się jak śmieciarz, który cały czas w tym gąszczu odwala to, co przegniłe, licząc na to, że trafi na coś pożywnego. Czasem wygrzebuję kawałek świeżego chleba i dowiaduję się, co dzieje się na świecie, a nie tylko, kogo nienawidzi autor tekstu

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.