Robert Górski o "Uchu prezesa": Zawodowo zajmuję się obalaniem rządów

Robert Górski Fot. Maksymilian Rigamonti
Robert Górski Fot. Maksymilian RigamontiDziennik Gazeta Prawna
4 stycznia 2017

- Ja, jak wiadomo, zawodowo zajmuję się obalaniem rządów. Nie spocznę, dopóki będzie istniał jakiś rząd w naszym kraju – mówi Robert Górski w rozmowie z Magdaleną Rigamonti.

2164702-magdalena-i-maksymilian-rigamonti.jpg
Magdalena i Maksymilian Rigamonti

No, trochę nie wytrzymałem.

Teraz jestem prezesem. Na początku myślałem, że to głupie, by Jarosław Kaczyński miał twarz Donalda Tuska, a potem doszedłem do wniosku, że ta twarz jest ciągle ta sama, tylko się okoliczności zmieniają, kontekst się zmienia. Skoro byłem premierem, to mam prawo i mandat do tego, żeby być prezesem.

Ja jestem beneficjentem dobrej zmiany, bo nikt nie mówi, że kabarety są dowodem na upadek telewizji.

Mówił. Teraz jesteśmy hołubieni, troszczą się o nas, są życzliwi. W życiu prywatnym wszystko w porządku, oprócz tego, że nie będzie gimnazjów. Ale to dlatego, że mam syna w szóstej klasie, który miał iść do gimnazjum, a przez minister edukacji nie pójdzie. Poszedłem nawet na protest w tej sprawie przed urząd gminy.

To znaczy, że nie mogę sobie żartować z polityków prawicy czy z tych, którzy deklarują konserwatywne wartości, a ich nie przestrzegają. Że z Kościoła nie mogę się śmiać? Mogę, taka jest rola satyryka. I to będę krzyczał, jak będą do mnie strzelać. Nie, najpierw będę krzyczał, żeby jednak nie strzelali, ale jak się nie posłuchają, to krzyknę: Niech żyje Polska! Niech żyje satyra! Przecież mamy z tym do czynienia na co dzień – jest pucz i w ramach puczu pan Petru wyjeżdża na Maderę, tamci siedzą w tym Sejmie nie wiadomo do końca po co, a do tego znani ludzie zaczęli masowo umierać. Zastanawiam się, co będzie, jak wszyscy znani ludzie poumierają. Ja jestem średnio znany, więc ja to przetrwam.

Nie wytrzymałem. Napisałem ostatnio nowy program kabaretowy, napisałem scenariusz i piosenki do „W 80 dni dookoła świata” dla Teatru Śląskiego. I poczułem jakiś rodzaj pustki.

Tak, bo przez te lata z tym granym przez siebie Tuskiem się zżyłem, pisałem polityczne skecze, komentowałem rzeczywistość i zaczęło mi tego brakować. Na te wszystkie protesty generalnie nie chodzę, choć nie, przepraszam, byłem na czarnym proteście. Trochę przez przypadek, bo akurat przechodziłem. Wplątałem się w to wszystko trochę jak ten Piszczyk w „Zezowatym szczęściu” i zrozumiałem, że brakuje mi polityki. Gadałem o tym z Mikołajem Cieślakiem, moim kolegą z Kabaretu Moralnego Niepokoju...

Mariuszem. Nazwiska w Uchu nie padają. Imię Mariusz towarzyszy mi od dawna. I tak się złożyło, że akurat przyboczny pana prezesa też ma na imię Mariusz. Mikołaj nawet wygląda jak Mariusz. Zresztą on jest podobny do wszystkich. No więc rozmawialiśmy z Mikołajem, że „Posiedzenie rządu” już było, już nie ma co powtarzać tej figury, że wszyscy siedzą za stołem... Zresztą wiedzieliśmy, że Centrum Zarządzania Światem nie jest w rządzie, że rząd to coś fasadowego, że najważniejszy jest gabinet prezesa na Nowogrodzkiej. Potem jeszcze wymyśliliśmy, że sam gabinet nie wystarczy, że musi być sekretariat, rodzaj poczekalni, w której wiadomo kto siedzi...

Myślę, że ludziom po obejrzeniu „Ucha prezesa” zrobi się go szkoda, żal po prostu. Wszyscy przecież się domyślamy, co musi się dziać za drzwiami Pałacu Prezydenckiego, że on jest targany rozterkami, że chciałby trochę wyżej podskoczyć, a trzymają go za nogawki. Do tego żona uczy niemieckiego, a przecież Niemcy są teraz naszym głównym wrogiem. On sprawia wrażenie, jakby ciągle nie mógł uwierzyć w to, że został wybrany. Może nasz serial doda mu trochę otuchy, może zauważy, że są ludzie, którzy myślą o nim ze współczuciem? Może trochę się z siebie pośmieje, może zamyśli, zrozumie, że ja nie tworzę jego obrazu znikąd? Może nawet dzięki temu zostanie prezydentem na drugą kadencję? A w naszym serialu zyska ludzką sympatię. Tym bardziej że okaże się, że ma alergię na sierść kota...

Staram się oglądać i czytać wszystko. I rysunki Mleczki, i Krauzego. Nie zniekształcać sobie punktu widzenia tylko przez „Newsweek” czy tylko przez „wSieci”, bo i tu, i tu są artykuły, po których mnie bolą zęby. Ale i tu, i tu są ludzie, którzy starają się być obiektywni, a przez to wiarygodni.

Przez nią szczególnie. Ona nawet nie jest pewna, jak prezydent ma na imię. Myli jej się Andrzej z Arturem. Byłem kiedyś w programie telewizyjnym u Kuby Wojewódzkiego i on cały czas mówił do mnie Arturze. Wyprowadzało mnie to z równowagi. Nie wiem, dlaczego Robert mylił mu się z Arturem, może dlatego, że jedno i drugie imię ma po dwie litery „r”. Nasz serial zaczyna się od tego, że prezes wraca znad Zalewu Szczecińskiego do nowo umeblowanego przez Mariusza gabinetu.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: MAGAZYN DGP

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane