W maju 2021 roku Pratasiewicz, wówczas opozycyjny bloger, i jego partnerka zostali zatrzymani po przymusowym lądowaniu w Mińsku samolotu linii Ryanair, lecącego z Aten do Wilna.

Jak poinformowano w piątek, Sapiega została skazana z dwóch artykułów kodeksu karnego dotyczących podżegania do nienawiści oraz nielegalnego gromadzenia lub rozpowszechniania danych innych osób. Niezależny portal Zerkalo.io zwraca uwagę, że początkowo Sapiega miała postawione zarzuty w ramach siedmiu artykułów kodeksu karnego.

Sapiega ma również zapłacić grzywnę w wysokości 167,5 tys. rubli białoruskich (ok. 219 tys. zł) oraz opłaty sądowe. Wyrok nie jest prawomocny.

Reklama

Proces Rosjanki rozpoczął się 28 marca i odbywał się za zamkniętymi drzwiami. W odróżnieniu od obserwowanej w ostatnim czasie na Białorusi praktyki sądowej stosowanej podczas procesów związanych z protestami po wyborach z 2020 roku, Sapiega w sądzie nie była umieszczana w klatce.

Rosjanka zgodziła się na współpracę ze śledztwem. Pomimo aresztu występowała w mediach państwowych, m.in. przyznając się do prowadzenia kanału na Telegramie, który ujawniał dane personalne funkcjonariuszy struktur siłowych, a także sugerując, że za przymusowym lądowaniem samolotu linii Ryanair mogli stać byli współpracownicy Pratasiewicza z kręgów opozycyjnych.

Sapiega zwróciła się również do białoruskiego przywódcy Alaksandra Łukaszenki z wnioskiem o ułaskawienie.

Media wskazywały wcześniej, że sześć lat więzienia to minimalna kara, jaka może jej grozić. Białoruskie media sugerowały również, że po wyroku może ona zostać ułaskawiona lub poddana ekstradycji do Rosji.

Pratasiewicz to były współredaktor opozycyjnego kanału Nexta, uznanego przez władze białoruskie za "ekstremistyczny". Jego samego władze nazywały wcześniej "terrorystą". Już po aresztowaniu bloger wystąpił kilkukrotnie w mediach państwowych, przyznając się do winy i błędów, a także krytykując dawnych współpracowników z kręgów opozycyjnych.

Z informacji mediów wynika, że zarówno Sapiega jak Pratasiewicz początkowo przebywali w areszcie, jednak później zmieniono im środek zapobiegawczy na areszt domowy. (PAP)