Wciąż tylko kompromis i kompromis. Siądźmy do stołu i porozmawiajmy. Nie macie dość tego samooszukiwania? To wojna. Albo my, albo oni. Jesteśmy dwoma narodami na jednej ziemi, nawet przywódców mamy różnych. Nie wierzycie? No to proste ćwiczenie. Najpierw antypisowcy. Zaciskamy zęby i głośno, publicznie powtarzamy: Andrzej Duda to nasz prezydent, Beata Szydło to nasz premier. A teraz druga strona: Tusk był naszym premierem. Komorowski prezydentem. Niedoczekanie, co?
Z nieustającym zadziwieniem czytam wypowiedzi socjologów i politologów dowodzących, że z tym podziałem to u nas wcale nie jest tak źle, że wojna polsko-polska to domena polityków, że to oni jątrzą i podburzają, a społeczeństwo niewiele sobie z tego robi. Na dowód swoich tez owi socjologowie i politolodzy wyciągają zestaw kolorowych tabel i wykresów i z satysfakcją objaśniają, że tu, szanowni państwo, widać, że Polacy są szczęśliwi, a tu, że zadowoleni. Czy tylko ja mam wrażenie, że coś tu jest nie tak? Wymyślona wojna? Społeczeństwo ogłupiane przez pozbawionych skrupułów polityków? Gdyby socjolog ten i ów zaszedł do jakiegoś urzędu na zaplecze, zobaczyłby, jak podział wygląda na żywo. A jeśli uznaje, że urząd rozpolitykowany, więc niereprezentatywny, mógłby zajrzeć do jednej albo drugiej cioci na imieniny i zobaczyć, jak się wujkowie sobie do oczu rzucają, i to wcale nie z powodu miłości rodzinnej. Albo zajechać do powiatu jednego i drugiego i popytać, dlaczego nauczyciele trzymają w tajemnicy, że byli demonstrować z KOD-em.
Wojna na górze to teatr, na dole to się dopiero dzieje. Tam jest dosłownie i na poważniej.