Petru: Poglądy mam te same, tylko nazywam to inaczej [WYWIAD]

Ryszard Petru ekonomista, założyciel i szef partii Nowoczesna, poseł
Ryszard Petru ekonomista, założyciel i szef partii Nowoczesna, posełDziennik Gazeta Prawna
12 lutego 2016

W Polsce za każdą złotówkę dostajemy usługi warte 20 groszy. Resztę połyka biurokracja albo rozpływa się gdzieś po drodze - mówi w wywiadzie dla DGP poseł Ryszard Petru ekonomista, założyciel i szef partii Nowoczesna.

Paradoksalnie polityka zawęża perspektywę.

Jako ekonomistę interesuje mnie wszystko, co się dzieje na świecie. Jako polityk nie jestem w stanie za tym nadążyć, moje pole widzenia zawęża się do bieżącej polskiej polityki. Trochę zaczynam rozumieć tych, którzy siedząc w polityce 25 lat, mają bardzo wąskie postrzeganie świata. Nie rozumieją pewnych procesów, bo stracili je z pola widzenia. Na początku lat 90. miałem przekonanie, że w polskim parlamencie dyskutuje się o najlepszych rozwiązaniach dla kraju. Teraz dyskusji nie ma. Proszę nie zapominać, że jestem politykiem opozycji. Cokolwiek byśmy chcieli zrobić, cokolwiek sensownego mielibyśmy do zaproponowania, rząd i tak nas nie posłucha.

Jako polityk muszę brać pod uwagę dynamikę wydarzeń. Gdybym teraz wyszedł z propozycją przechodzenia z KRUS do ZUS (czyli ZUS dla nowo wchodzących na rynek pracy), nikogo by to nie zainteresowało. Dlaczego? Bo inne tematy zajmują opinię publiczną. Co nie znaczy, że z takim pomysłem nie wystąpimy. Na razie to PiS narzuca narrację. Ale do czasu. Szukając konstruktywnych rozwiązań, zaproponowałem wicepremierowi Mateuszowi Morawieckiemu spotkanie na temat ważny dla przedsiębiorców: przyspieszonej amortyzacji i obniżki CIT...

Jeszcze nie. Ale zwrócę panów uwagę – media takich tematów nie chwytają. To ich dziś nie interesuje. Nie mam do was o to pretensji, mówię, jak to działa. Co z tego, że napiszę i zgłoszę projekt ustawy, jeśli media się tym nie zajmą, a marszałek Sejmu Marek Kuchciński nie wrzuci tego na agendę?

To element dyskusji „Co po Kaczyńskim”. Gdy już odejdzie – a tak się na pewno zdarzy – musimy zaproponować Polakom nowe rozwiązania. Które nie będą ani socjaldemokratyczne, ani liberalne, tylko modernistyczno-rozwojowe. Najważniejszy element tych rozwiązań to skuteczne państwo. Coś, co nam się jeszcze nigdy nie udało.

Kraje skandynawskie są chwalone za to, że za jedno euro czy jedną koronę mieszkańcy dostają usługi, które są tego warte. W Polsce za każdą złotówkę dostajemy usługi warte 20 groszy. Resztę połyka biurokracja albo rozpływa się gdzieś po drodze. Ja rozumiem skuteczne państwo przede wszystkim jako państwo efektywne. Musimy sobie powiedzieć, co ma być państwowe, a co nie. Państwo powinno pomagać tylko najbiedniejszym, a nie – jak w programie 500+ – dawać pieniądze po równo i tym najbogatszym, i tym najbardziej potrzebującym. A to np. poprzez dobrą edukację powinno pomagać w wyrównywaniu szans. Nie może być tak, że na wsi jest tak słaba edukacja, że dzieci nie mają szans na dostanie się do dobrego liceum, nie mówiąc już o dobrych bezpłatnych studiach. I to jest ta nowa umowa społeczna. Musimy skończyć z myśleniem standardami lat 90.

Ja mam te same poglądy, tylko inaczej to nazywam.

W Polsce takie określenia zawężają. U nas jest tak: jak dostajesz etykietkę konserwatysty, to znaczy, że myślisz tak i tak i postępujesz w taki, a nie inny sposób. Liberał musi mieć dokładnie takie poglądy i nie może innych, podobnie socjalista. Nie chcę się określać przez etykietki, tylko opisać to na nowo.

Jak panowie tak bardzo potrzebują etykietek, niech będzie taka: chcę Polski, która myśli o przyszłości z nadzieją, a nie wciąż z lękami wraca do przeszłości. Polski nowoczesnej i bogatej, a nie zamkniętej, obrażonej i zaściankowej.

Mam inną perspektywę. Naprzeciw mam PiS i muszę zaproponować lepszą wizję Polski. Nowoczesna ma być atrakcyjną alternatywą dla Jarosława Kaczyńskiego.

Nie. Jeśli będziemy mieć atrakcyjną ofertę dla Polaków, alternatywę dla tego, co wyprawia Prawo i Sprawiedliwość, nie tylko w zakresie swobód obywatelskich i konstytucji, lecz także wizji państwa, perspektyw, otwartości, równości szans, gospodarki opartej na wiedzy – wtedy Polacy będą głosowali na Nowoczesną.

Kampania jest codziennie. Każdego dnia trzeba pracować i przekonywać ludzi do siebie i do swojego programu. Tu nie chodzi o sondaże dziś i jutro, lecz o ugruntowanie przekonania, że Nowoczesna to jedyna i właściwa alternatywa. Komunikujemy to na różnych frontach. Nie tylko przez parlament. Musimy pokazać, że jesteśmy znacznie bliżej ludzi, że my mamy realną wizję Polski nadziei. To jest bardzo ważne, a bycie w opozycji utrzymywaniu tego kontaktu z ludźmi bardzo pomaga.

To jest dobry przykład tego, że etykietki nie pomagają w tworzeniu dobrych rozwiązań. Wielka Brytania jest znacznie bardziej liberalna niż Polska, a jednocześnie tam jest większa stabilność zatrudnienia. Tylko inaczej rozumiana. Tam się o wiele częściej traci pracę, jest mniejsza ochrona pracownicza, ale, co najważniejsze, łatwo nową pracę znaleźć. W takim systemie nie chodzi o gwarancje zatrudnienia, lecz o pewność, że człowiek sobie poradzi. Potrzebny jest dobry system pośrednictwa pracy, duża konkurencja na rynku, brak zamkniętych zawodów i możliwość zdobycia umiejętności, które są w danej chwili potrzebne. I to jest obszar, gdzie dobrze zorganizowane państwo ma dużą rolę do odegrania. A także w tym, żeby tworzyć warunki dla rozwoju gospodarki opartej na wiedzy. Tylko w ten sposób Polacy będą godnie zarabiali.

Mam pretensje do Platformy i do byłego wicepremiera Janusza Piechocińskiego, że promowali tanią polską siłę roboczą. W konsekwencji mamy pokolenie bez przyszłości, które zarabia bardzo mało, nie widzi szans i pracuje poniżej swoich kwalifikacji

Tak. Dlatego, że tam emigruje.

Nie. Jesteśmy jednym z najbardziej przedsiębiorczych narodów w Europie. Ostatnio dyskutowałem z hiszpańskimi dziennikarzami i tłumaczyłem im, że my nie strajkujemy. W Polsce od 25 lat nie było strajków porównywalnych do tych we Francji, w Hiszpanii czy Niemczech. U nas nie ma tak, że co jakiś czas stają metro, cała komunikacja miejska, pociągi czy samoloty. Jesteśmy bardziej indywidualistyczni. U nas ludzie muszą wiedzieć: jest praca, jest wynik. Nie oczekują za dużo od państwa, bo nie mają do niego zaufania. Ale chcieliby państwa skutecznego, mieć pewność, że jak się ono za coś zabiera, to robi się to dobrze, a nie byle jak. Ono ma realizować podstawowe funkcje: dać dobrą edukację, zbudować porządny system ochrony zdrowia, by człowiek nie obawiał się leczyć w szpitalu. Mamy bardzo niską jakość usług publicznych. Niewspółmierną do kwot, które płacimy.

Dziś urzędy zajmują się stawianiem pieczątek, potwierdzaniem faktu, że istnieje bezrobocie. Są pasywne. Wielu ludzi mogłoby znaleźć pracę, ale nie wiedzą, jak jej szukać, bo nie mają tej umiejętności. Urzędy im w tym nie pomagają. Warto zaangażować w to również prywatne firmy, które będą wynagradzane za skutek, czyli za załatwienie pracy.

Nowoczesna była i jest za umową kontraktową. I zgłosimy ustawę, bo umowa kontraktowa pozwala zatrudniać tylko na określony czas. Dam przykład: gdy mam kampanię wyborczą, muszę mieć więcej pracowników. Dziś potrzebujemy ich mniej. Gdyby były umowy kontraktowe, umówilibyśmy się na pracę na ten czas i wszyscy by wiedzieli, na czym stoją. A tak otrzymują umowę-zlecenie na czas kampanii. Etatu wszystkim dać nie możemy na czas nieokreślony. I co najważniejsze – kontrakty obejmą także umowy-zlecenia, które obecnie nie dają żadnej ochrony pracownikom.

Mylą się panowie. Takich zawodów są tysiące.

Odpowiadam na pytanie, czy luzowałbym kodeks.

To są tacy?

Bo muszą być warunki do gospodarowania. Przewidywalny system podatkowy, prosty i jasny, a nie skomplikowany, zależny od interpretacyjnego widzimisię. I skuteczny system prawny. Podam przykład: w grudniu pozwałem tygodnik „Wprost” za okładkę i zakładam, że będę się z nim procesował latami. A przypomnę, że w kampanii wyborczej wygrałem wszystkie procesy w ciągu kilku dni, z odwołaniami. Czyli można. Trzeba to wszystko lepiej zorganizować za te same pieniądze.

Co stoi na przeszkodzie, by w innych sprawach zrobić podobną procedurę? Jeżeli sędziowie są w stanie podejmować decyzje szybko w sprawach wyborczych, to w innych też mogą. Jak można, to można. Dziś system sprawiedliwości jest nieskuteczny. Będzie jeszcze gorzej, bo przejął go Zbigniew Ziobro. A poseł Jaki zbiera haki. Na wszystkich, również na PiS. I jestem przekonany, że Jarosław Kaczyński też będzie miał niedługo sporą teczkę, którą Ziobro wykorzysta, gdy przyjdzie pora. Wracając: chcę pokazać, że kluczowe są warunki gry. Są w Polsce firmy z własną marką, choćby Solaris, Selena, Inglot. Może ich być więcej. Ale na pewno nie osiągniemy tego przez łamanie prawa, konstytucji, zmianę systemu prawnego na jeszcze bardziej nieprzewidywalny i podsłuchiwanie wszystkich w internecie.

Tylko tworzenie równych warunków gry dla wszystkich. Nie zgadzam się na model francuski, gdzie państwo na siłę promuje rodzime produkty i producentów. Jeśli mamy dwie tak samo dobre oferty, to wybieramy polską. Ale jeżeli zagraniczna jest znacznie lepsza, to nie możemy promować gorszej tylko dlatego, że jest nasza. To klienci mają decydować o sile firm, nie państwo.

To się musi zmienić.

Z jakim skutkiem? Drogi są, a polskich firm budujących je już nie ma, bo zbankrutowały. Miało być jak najtaniej, wyszło jak zawsze. Ludzie w Polsce już zauważyli, że tanie znaczy dziadowskie. Przecież absurdem jest, że polski prezydent lata przerobionym samolotem pasażerskim w czasie, gdy na Ukrainie toczy się konflikt zbrojny. I gdyby doszło – odpukać – do czegoś złego, to on nie jest w stanie z tego samolotu nic zrobić, nawet się połączyć. A powinien mieć możliwość zarządzania obroną. To jest niby oczywiste, ale wciąż tak się nie dzieje. Dlaczego? Bo jest tanio i dziadowsko. Dlatego państwo nie może być motorem zmian. Nigdzie się to nie udało.

Tylko prywatny biznes.

To się rzadko udaje. Koreańskie czebole okazały się nieefektywne, w Japonii od 20 lat nie ma wzrostu gospodarczego. Wiedzą panowie, dlaczego na stokach narciarskich są szwajcarskie wyciągi? Inwestorzy je kupują, choć są najdroższe. Ale też najlepsze. Dlaczego świat kupuje niemieckie samochody?

To jest myślenie Platformy i PiS, z którym się nie zgadzam. Państwo może wspierać prywatne firmy w sytuacjach podwyższonego ryzyka, ale nie na masową skalę. Siłą niemieckiej gospodarki są małe i średnie przedsiębiorstwa, a nie wielkie koncerny. Jeżeli państwo będzie promować konkretne firmy, to modernizacja nigdy się nie uda. To myślenie postsocjalistyczne. Bardzo niebezpieczne.

Powtarzam: musi tworzyć dobre warunki do gospodarowania. Tworzyć dobre regulacje, promować reinwestowanie zysków polskich firm w kraju i promować firmy tworzące wartość dodaną, nie tanią siłę roboczą. O to też mam pretensje i do Platformy, i do byłego wicepremiera Janusza Piechocińskiego. Że promowali tanią polską siłę roboczą. Dla nich ważna była liczba miejsc pracy, nie ich jakość. A skutek tej promocji był taki, że rosła liczba firm, które taki model działalności wybierały. W konsekwencji mamy pokolenie bez przyszłości, które zarabia bardzo mało, nie widzi szans i pracuje poniżej swoich kwalifikacji.

Nie, to akurat jest jego domena.

Samorządy otrzymują z budżetu subwencję. Mają mało do gadania. Ale polska szkoła może być nowoczesna. Proponowaliśmy, by w ramach Karty Nauczyciela zmienić niektóre zapisy. Żeby można było zwolnić złego nauczyciela i zatrudnić dobrego. I podwyżki dać lepszym.

Dlaczego? Wielu nauczycieli ma dosyć tej urawniłowki. Jeśli większość ma szanse dostać podwyżkę, to przecież ta zmiana leży w ich interesie.

Jedni się boją, inni nie. Ostatnio w małych miasteczkach i na wsiach – w sytuacji, gdy gmina chce zlikwidować szkołę publiczną – powstają bezpłatne szkoły społeczne. Nie obowiązuje w nich Karta Nauczyciela, a jednak okazuje się, że nauczyciele chętnie w nich uczą. Większość nauczycieli, z którymi rozmawiałem, było za tym, aby było normalnie. Dziś jeśli chcemy dać podwyżkę nauczycielowi, to musimy dać wszystkim. I każdy dostaje mało. No nie, bez takich zmian będziemy trwali w tym marazmie.

Jestem. Prywatne powinno być to, co efektywnie realizuje swoje cele, gdy ma taką formę własności. Także w obszarze usług publicznych. Co nie oznacza, że jest tak zawsze, i edukacja jest dobrym tego przykładem. Do ludzi trzeba mówić językiem korzyści. Co mogą dostać, co zyskać. Moim hasłem wyborczym było i jest: urządźmy Polskę lepiej za te same pieniądze. A pomagać trzeba skutecznie potrzebującym. A nie zamożnym i średniozamożnym, jak czyni to teraz PiS.

Powinno tworzyć warunki, które sprzyjają dzietności. By było więcej żłobków, przedszkoli, więcej mieszkań na wynajem, a rodzice mieli możliwość łączenia pracy z wychowaniem dzieci. I żeby było dużo pracy. Wtedy będziemy mieli więcej dzieci. Nowoczesna właśnie zaprezentowała taki kompleksowy program.

Niby tak, ale PiS chce to zrobić nie z powodu demografii, tylko żeby Polacy lubili PiS. Doświadczenia Francji nie są szczególnie pozytywne. Wprawdzie tam zasiłki też są uzależnione od sytuacji ekonomicznej rodziny, a nie dawane wszystkim po równo. Dlaczego w Wielkiej Brytanii rodzi się tak wiele polskich dzieci?

A ja potrafię. Tam są trudniejsze warunki gry, dużo droższe usługi i łatwo stracić pracę. Ale człowiek wie, że sobie poradzi. Traci pracę i za chwilę znajduje nową. Oczywiście trzeba akceptować te warunki. One dla wielu wydają się dużo brutalniejsze niż nasze, ale są bardziej efektywne. Ale także rodzice małych dzieci mają do dyspozycji dużo lepszy niż u nas system opieki nad małym dzieckiem oraz opieki zdrowotnej dla rodzin z dziećmi. I dobrze adresowanych zasiłków. Jak widać, w ramach liberalnego systemu można skutecznie zapewnić rodzinom poczucie bezpieczeństwa.

Dzisiaj Polacy nie są w stanie ich zaakceptować w całości. Ja chcę im stworzyć szansę na przyszłość. Żeby się jej nie bali.

Nie będzie imigrantów z Bliskiego Wschodu. Jesteśmy za biedni, za blisko są atrakcyjne Niemcy. Ta panika, którą Kukiz i jemu podobni próbują wzbudzić, to cyniczny strzał polityczny i gra na nacjonalizmie. Natomiast milion Ukraińców, który jest w Polsce, w pewnym sensie tę dziurę demograficzną zasypuje. Tylko o tym się nie mówi.

Nie mam do końca przemyślanej tej kwestii. Na pewno nie jesteśmy w stanie otworzyć się na nich w pełni, żeby się nie skończyło, jak w Niemczech. Jeśli zalegalizujemy milion, to kolejny milion przyjedzie. Otwierać rynek trzeba w sposób przemyślany. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.