Król: Liberalne dylematy

Polska, Polacy, flagi
Polska, Polacy, flagiShutterStock
4 kwietnia 2016

Dziwne losy ma w Polsce po 1989 r. przymiotnik „liberalny”. Służy raczej jako pochwała lub obelga niż jako opis stanu świadomości społecznej. Po transformacji liberalizm utożsamiano – i słusznie – z wolnością. Społeczeństwo liberalne to bowiem takie, które dopuszcza jak najwięcej wolności. Możemy czynić wszystko, co tylko chcemy, o ile nie naruszamy cudzej wolności.

2507271-i02-2016-064-000000800.jpg
Marcin Król

Sformułowanie takie nie ma nic lub niemal nic wspólnego z doktryną gospodarczą neoliberalizmu, do której – też słusznie – wielu myślicieli ma liczne zastrzeżenia. Z neoliberalizmu wypływa jeden tylko, ale fatalny, wniosek dla życia społecznego, a mianowicie przekonanie, że wolność gospodarcza służy po równi wszystkim. To nieprawda i – także słusznie – Tadeusz Mazowiecki chciał społecznej gospodarki rynkowej, co w tamtych okolicznościach zapewne było niemożliwe. Chodziło bowiem nie tylko o postawienie gospodarki na nogi, ale także o dynamiczny wzrost. Natomiast państwa po prostu nie było stać na to, by stało się opiekuńcze. Więc stopniowo przymiotnik „liberalny” zaczął być utożsamiany z tym, co bezlitosne, bezwzględne i wobec tego godne potępienia.

Istotną rolę w tym procesie odegrał Kościół, który pogodził się z istnieniem demokracji, acz niechętnie, ale nie z istnieniem liberalizmu. Słowa Jana Pawła II na temat demokracji („Centesimus annus”) z 1991 r. wciąż pozostają najdalej idącą pochwałą demokracji, jaką wygłosił oficjalny Kościół. Kościół nie może pochwalać liberalizmu, bo nie może pochwalać maksymalizacji wolności. Jednak nie musi zwalczać liberalizmu, identyfikując go z nadużyciami wolności. Niestety, Kościół, a zwłaszcza polscy biskupi zupełnie tego nie rozumieją.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.