Jest strach, że napięcie hodowane w Legionowie pomiędzy jego mieszkańcami, zwłaszcza tymi biedniejszymi, a machiną policyjno-urzędniczą, która do tej pory trzymała ich w ryzach – pęknie.
To będzie opowieść „z miasta, gdzie rozjebus ma przejebane; tu, gdzie niejeden dzieciak zmarnował swój talent, bo zamiast trenować, to popijał dragi browarem”*. Z Legionowa, paskudnej pod względem architektonicznym miejscowości, trochę ponad 54 tys. ludzi, za to najciaśniej upchanych w jednej jednostce administracyjnej w Polsce – na zaledwie 13,5 km kwadratowych. Podwarszawskiej sypialni, która ssie stolicznego cyca, ile tylko może, choć nie do końca się jej to udaje: bezrobocie w zeszłym roku przekraczało tu 15 proc., więcej niż średnia krajowa, dużo więcej niż w odległej o jakieś dwadzieścia kilometrów Warszawie. Mieście przezroczystym, nierzucającym się w oczy, nieznanym reszcie Polski. Do niedawna w każdym razie. Wskoczyło na czołówki medialnych przekazów za sprawą nieszczęśliwego zdarzenia: 19-letni Rafał, wysoki, smukły, śliczny chłopak, umarł wkrótce po tym, jak został zatrzymany przez policję.
Funkcjonariusze interweniowali, gdyż mieli przesłanki, aby podejrzewać, że Rafał i kolega, w którego był towarzystwie, mają przy sobie narkotyki. Fakt, mieli, w każdym razie Rafał. Próbował połknąć foliową torebkę, w której był upakowany gram zioła. Żeby, jak mówią przyjaciele i rodzina, ratować się przed sankami. Sanki to mówiąc ogólnie zrozumiałym językiem, sankcje, czyli pobyt w areszcie do czasu sprawy sądowej. – Gdyby mu to pozwolili połknąć, potem zioło w szpitalu wypłukali z żołądka, mogliby go obwiniać co najwyżej o spożycie, a to nie jest karalne. Ale posiadanie już tak – tłumaczy ojczym chłopca Piotr Krasicki. Jak faktycznie przebiegało to zdarzenie – nie wiadomo. Dlaczego Rafał umarł – też nie. Protokołu z sekcji zwłok wciąż nie ma. Ulica wie swoje. Policja też. Wersje są rozbieżne. Według policji był to nieszczęśliwy wypadek. Rafał połykając pakunek, zakrztusił się, przewrócił, nastąpiło zatrzymanie akcji serca. Funkcjonariusz, który dokonywał zatrzymania, walczył o jego życie, jak tylko mógł, reanimował, aż do przyjazdu pogotowia. Zgon nastąpił parę godzin później w szpitalu. Zdanie legionowian jest inne: psy nieustępliwie grzebały w ustach chłopaka, choć ten się zaczął już dusić. Za wszelką cenę chciały zdobyć dowód przestępstwa, aby podciągnąć statystyki wykrywalności. Wepchnęły mu torebkę do tchawicy i w ten sposób zamordowały. A jeśli nawet nie zamordowały, to nadgorliwością i brakiem skutecznej pomocy doprowadziły do śmierci.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.