Legionowo po zamieszkach, czyli opowieść z miasta, gdzie dzieciaki popijają dragi browarem

Legionowo
LegionowoPAP / Tomasz Gzell
21 marca 2015

Jest strach, że napięcie hodowane w Legionowie pomiędzy jego mieszkańcami, zwłaszcza tymi biedniejszymi, a machiną policyjno-urzędniczą, która do tej pory trzymała ich w ryzach – pęknie.

To będzie opowieść „z miasta, gdzie rozjebus ma przejebane; tu, gdzie niejeden dzieciak zmarnował swój talent, bo zamiast trenować, to popijał dragi browarem”*. Z Legionowa, paskudnej pod względem architektonicznym miejscowości, trochę ponad 54 tys. ludzi, za to najciaśniej upchanych w jednej jednostce administracyjnej w Polsce – na zaledwie 13,5 km kwadratowych. Podwarszawskiej sypialni, która ssie stolicznego cyca, ile tylko może, choć nie do końca się jej to udaje: bezrobocie w zeszłym roku przekraczało tu 15 proc., więcej niż średnia krajowa, dużo więcej niż w odległej o jakieś dwadzieścia kilometrów Warszawie. Mieście przezroczystym, nierzucającym się w oczy, nieznanym reszcie Polski. Do niedawna w każdym razie. Wskoczyło na czołówki medialnych przekazów za sprawą nieszczęśliwego zdarzenia: 19-letni Rafał, wysoki, smukły, śliczny chłopak, umarł wkrótce po tym, jak został zatrzymany przez policję.

Pozostało 91% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane