Bogusław Rychter, żebrak z Katowic, jest smutnym symbolem traktowania przez państwo osób niepełnosprawnych. I tych, którym się w życiu gorzej powiodło.
13 czerwca, 2015 rok. Ciepło, cieplej, gorąco, Stawowa w Katowicach. Deptak stolicy Górnego Śląska zdaje się roztapiać w promieniach słońca. Kto mógł, uciekł z rozgrzanych murów nad wodę lub choćby do cienia. Pozostała bida z nędzą. Przykucnęła przy skrzynkach zwiędniętych warzyw, przysiadła na stołeczkach nad starymi gazetami, poci się i przeklina. Kilkaset metrów dalej kukizowcy namawiają do udziału w referendum. Huczą głosy w megafonach, dziewczyny w furażerkach rozdają ulotki. Wśród tego bałaganu mężczyzna w czerwonym polarze. Choć siedzi w tłumie, wydaje się zamieszkiwać odrębną wyspę. Jego wózek inwalidzki to centrum sceny, na której on gra główną rolę. Obok duży, kudłaty wilczur. Po bokach, wyznaczając granice, stoją półeczki z książkami. Z przodu karteczki, figureczki, miseczki, butelki z wodą... Wszystko to przypomina przydrożną, wiejską kapliczkę, tylko drewnianego Chrystusa Frasobliwego nie ma.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

!["Ludzie uciekali jak fala tsunami". Dramatyczna relacja świadka strzelaniny w Krakowie [ROZMOWA]](https://infor-web-static.incdn.pl/dgpstatic/upload/b3dza2ltLXJ5bmt1LTM5MzExMTM0LmpwZyIsInciOjE0MDB9-c15a75d7.webp)