Komisja etyki ukarała prof. Krystynę Pawłowicz za jej słowa o homoseksualistach i Annie Grodzkiej. Ale posłanka PiS naganą się zanadto nie przejęła. "Niech mnie pocałują w czubek nosa" - mówi w emocjonalnej rozmowie z dziennik.pl posłanka PiS i bezpardonowo atakuje szefową komisji, Małgorzatę Kidawę-Błońską. Dodaje też, że swoich słów o Annie Grodzkiej nie wycofuje i przepraszać jej nie zamierza.

Barbara Sowa: Czuje się pani zganiona?

Krystyna Pawłowicz: Ja się nie czuje... dla mnie komisja jest niewiarygodna. Nie przyjmuję tego do wiadomości, niech sobie orzekają, co chcą. Po pierwszym kontakcie z komisją, w czasie której nie dopuszczono żadnego dowodu i ukarano mnie za coś czego nie powiedziałam, nie mam dla nich żadnego respektu. (Pierwszą karę posłanka Pawłowicz dostała, za powiedzenie do posła SLD w czasie sejmowej debaty słowa „spier…” - przyp.red.) Oburza mnie sposób w jaki postępują. Prokuratura twierdzi, że nie popełniłam żadnego przestępstwa oni mnie karzą, nie wiem za co, bo dotychczas nie mam tekstu uchwały. Odpowiadam w ciemno.