Tylko dwa państwa Unii chętniej niż Polska delegowały kobiety na unijnych komisarzy

Ursula von der Leyen
Ursula von der LeyenShutterStock
29 lipca 2019

Ursula von der Leyen jeszcze przed wyborem na przewodniczącą KE zapowiedziała, że jej Komisja w połowie będzie się składać z kobiet. Jak mówiła, jeśli kraje same nie zaproponują wystarczającej liczby pań, nie zawaha się poprosić stolice o nowe nazwiska. Sama von der Leyen jest pierwszą kobietą na tym stanowisku.

4279413-u7615c-graf-20a15-komisarki-20-p.jpg
Kobiety w Komisji Europejskiej

Jak twierdzą nasi rozmówcy w rządzie, Polska miała już wystarczającą liczbę kobiet w KE, zwłaszcza na tle innych państw, dlatego nie ma obaw, że kandydatura Krzysztofa Szczerskiego z tego powodu zostanie przez nową przewodniczącą odrzucona. Nominacje były tematem czwartkowego spotkania premiera Mateusza Morawieckiego z von der Leyen w Warszawie. Z relacji wynika, że nowa szefowa KE „przyjęła nasze argumenty do zrozumienia”. W końcu wśród trzech dotychczasowych komisarzy były dwie panie: Danuta Hübner i Elżbieta Bieńkowska. Oprócz nich w KE Polskę reprezentował też Janusz Lewandowski.

Polska wypada bardzo dobrze na tle innych krajów. Nasz wynik 67 proc. przebijają jedynie Bułgaria i Szwecja, które były reprezentowane w KE wyłącznie przez kobiety. Sofię reprezentowały Meglena Kunewa, Kristalina Georgiewa oraz Marija Gabrieł (ta ostatnia nie została uwzględniona w rankingu, ponieważ zastąpiła Georgiewą w 2017 r., a my braliśmy pod uwagę tylko składy komisarzy w momencie ich powołania). Szwecja, która należy do Wspólnoty już prawie ćwierć wieku, konsekwentnie posyłała do Brukseli kobiety: Anitę Gradin, Margot Wallström i Cecilię Malmström (dwie ostatnie sprawowały urząd dwukrotnie).

Dobrze wypadają także inne kraje naszego regionu. Nasza akcesja zbiegła się w czasie z momentem, gdy Bruksela zaczęła walczyć z niedostatkiem kobiet w europejskiej polityce. Przewodniczący José Barroso i Jean-Claude Juncker chwalili się zwiększeniem udziału pań w swoich komisjach do ponad 30 proc. Mimo to siedem krajów nigdy nie było reprezentowanych przez kobietę. To Chorwacja, Portugalia, Słowacja, Węgry, Estonia, Finlandia i Malta, przy czym trzy ostatnie chcą to zmienić i zaproponowały już von der Leyen damskie kandydatury. Największe powody do wstydu mają kraje założycielskie Wspólnoty. Belgia dopiero w poprzedniej kadencji wysłała do Berlaymont kobietę. Dziewięciu poprzedników belgijskiej komisarz Marianne Thyssen to panowie. Luksemburg i Holandia, dwa pozostałe kraje Beneluksu, również mogą pochwalić się tylko jedną kobietą.

Niewiele lepiej sytuacja wygląda w przypadku wielkiej trójki. Francja, Niemcy i Włochy miały po zaledwie dwie reprezentantki w ponad 60-letniej historii KE. Statystyk tych krajów, nawet przy dużych staraniach, nie będzie łatwo poprawić. Rzym miał do tej pory w KE 22 komisarzy (dopiero od 1999 r. jednemu krajowi przypada jeden komisarz, wcześniej liczba tek była rozdzielana proporcjonalnie). Przy założeniu, że od dzisiaj wszyscy włoscy komisarze będą paniami, a na każdą kadencję Rzym będzie delegować inną kobietę, Włosi osiągną parytet w 2104 r.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.