Komentując doniesienia amerykańskiego portalu BuzzFeed na temat finansowania włoskiej Ligi przez ludzi Kremla, już dziś z całą pewnością można powiedzieć, że Matteo Salvini nie kłamie.
To rzadka cecha. Nieczęsto zdarza się, że polityk w tak drażliwej, w zasadzie egzystencjalnej sprawie mówi prawdę. Antymigranckie ugrupowanie nie poprosiło i nie wzięło „ani jednego lira” z Rosji. Nie mogło, bo Rzym jest jednym z założycieli unii walutowej i od 2002 r. włoski lir – podobnie zresztą jak sanmaryński i watykański – jest poza obiegiem. W tym sensie Salvini mówi o faktach.
Ale faktem jest też nagranie, na których słychać, jak jego współpracownik Gianluca Savoini rozmawia z Rosjanami o finansowaniu Ligi. Główny oskarżony o przyjęcie pieniędzy nie jest szeregowym współpracownikiem, ale człowiekiem z najbliższego otoczenia Salviniego. Już pięć lat temu budował on kontakty w Moskwie po linii partyjnej z putinowską Jedną Rosją.
Mimo tego że lider Ligii marginalizuje znaczenie tej znajomości, wiadomo, że trwa ona od lat. Wynika to jednoznacznie z aktywności obydwu panów w mediach społecznościowych. Salvini i Savoini w 2017 r. pozują do zdjęcia w pochmurny, marcowy dzień na placu Czerwonym. Rok później – już jako przedstawiciele włoskich władz – siedzą przy stole podczas oficjalnych rozmów międzyrządowych, co potwierdza Twitter.