"Call girl" - recenzja

"Call girl"
"Call girl"Media
4 grudnia 2013

„Call girl” to kolejny szwedzki film o tym, że mężczyźni nienawidzą kobiet.

 Debiutujący Mikael Marcimain przygląda się pracy luksusowych prostytutek przez przymknięte oczy i z oblaną rumieńcem twarzą. W swojej pruderii przypomina miłą dziewczynę, która przypadkiem zabłądziła do agencji towarzyskiej. Zawarte w „Call girl” przydługie monologi uciemiężonej waginy bardziej nużą, aniżeli szokują. Inaczej niż choćby Paul Thomas Anderson w „Boogie Nights”, szwedzki reżyser nie jest w stanie oddać na ekranie napięcia między poniżeniem bohaterek a magnetyzmem upominającego się o nie świata.

Pozostało 54% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.