Przedwojenne debaty i spory były pełne pisarskiego kunsztu

Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Józef Piłsudski, Aleksander Prystor, Wacław Stachiewicz. Plac Saski, 31 maja 1926. Źródło: "IKC" 1926
Od lewej: Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Józef Piłsudski, Aleksander Prystor, Wacław Stachiewicz. Plac Saski, 31 maja 1926. Źródło: "IKC" 1926Domena Publiczna
2 listopada 2019

Uczestnicy debaty publicznej w Polsce mogą dziś co najwyżej pozazdrościć talentu i stylu międzywojennym publicystom, którzy z oczerniania swoich politycznych wrogów uczynili dzieło sztuki

4358243-magazyn-okladka-31.png

Bądź przekonany: jeżeli o kimś mówisz źle – zawsze ci uwierzą” – twierdził Tadeusz Dołęga-Mostowicz. Na potwierdzenie tezy autora „Kariery Nikodema Dyzmy” można znaleźć tysiące dowodów. Zwłaszcza w ostatnich dwóch dekadach, od kiedy w Polsce starły się w boju dwie prawicowe partie. Zmaganiom tym towarzyszy publicystyczna walka, w której najlepsze pióra z obu obozów wspierają swoich faworytów i usiłują dopiec drugiej stronie. Od kilku lat retoryczną wojnę polsko-polską ubarwia lewica, przeżywająca reaktywację ideową i polityczną po chudych latach. W sumie nie dzieje się nic nadzwyczajnego – gorące spory są naturalną rzeczą w państwach, które nie odbierają obywatelom owego cennego dobra, jakim jest wolność słowa. Jednak w polskiej polemicznej młócce czegoś brakuje. Ten brak można by zdefiniować jako deficyt polotu. Cechy, która sprawia, że nawet z okazywania pogardy wrogom politycznym da się uczynić dzieło sztuki. Zatęsknić za tym można dopiero wówczas, gdy sięgnie się po dzieła dawnych mistrzów.

Pozostało 99% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png