„Siedemnaście mgnień wiosny” - James Bond lokalnego wyrobu

"Siedemnaście mgnień wiosny" - recenzja
"Siedemnaście mgnień wiosny"Media
21 maja 2014

Przez lata serial obrósł swoistą legendą – żarty z „Siedemnastu mgnień” wypełniły kilka tomów humorystycznych zeszytów wydawanych w ZSRR w wielomilionowych nakładach, podobno sam Breżniew wezwał niegdyś Stirlitza na dywanik, rzecz jasna czerwony.

Od pierwszego odcinka jest wesoło. Serial „Siedemnaście mgnień wiosny” zaczyna się sceną, w której radziecki agent Stirlitz czeka na informatora. Równolegle słyszymy pohukiwanie sowy. Stirlitzowi żal ptaszka. Jest luty, sowa na pewno się przeziębi. Kim jest Stirlitz? To Maksym Maksymowicz Issajew, superagent sowieckiego kontrwywiadu. Dzięki talentom dyplomatycznym i sprawnościowym udało mu się przeniknąć do wysokich struktur SS. Działając w Berlinie, w głównym sztabie, różnymi metodami dąży do przyspieszania końca wojny.

Pozostało 81% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.