W 2003 r. okrzyknięto go największym diabłem popliteratury. Dan Brown nie szuka już zwady z Kościołem, choć nadal snuje spiskowe teorie.
Przygotowania do światowej premiery najnowszej książki Dana Browna wzbudziły tyleż ciekawości, co kpin i złośliwych komentarzy. Na kilka miesięcy przed ukazaniem się „Inferna” w księgarniach jedenastu tłumaczy zabrało się do pracy nad przekładami powieści na francuski, niemiecki, hiszpański, kataloński, portugalski i włoski. Powziętych środków ostrożności nie powstydziliby się najbardziej wykwalifikowani agenci służb specjalnych. Tłumacze pracowali przez siedem dni w tygodniu w pozbawionym okien bunkrze. Telefony komórkowe kazano im zostawiać przed wejściem, ich służbowe laptopy trwale przytwierdzono do biurek, a każde opuszczenie stanowiska pracy (choćby do toalety) wymagało wylogowania się oraz skrupulatnego odnotowania celu i czasu absencji. Wszystko po to, by „Inferno” mogło się ukazać jednego dnia w najważniejszych językach, a przed premierą na światło dzienne nie wydostał się choćby najdrobniejszy przeciek dotyczący fabuły powieści. Na wszelki wypadek autorów przekładów trzymano w hotelu położonym na odludziu. Gdyby jednak ktoś postronny zagaił ich o cel pobytu we Włoszech, zobowiązani byli wyrecytować uzgodnioną wcześniej zmyśloną odpowiedź.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.