"U niej w domu" - recenzja

"U niej w domu"
"U niej w domu"Media
24 maja 2013

Co począć z Franćois Ozonem – bezczelnym megalomanem, uroczym hochsztaplerem? Intuicje podpowiadające, że obok pięknej obudowy kino Ozona zawsze ukrywało intelektualną pustkę i snobistyczną żonglerkę emocjami (tylko ładni aktorzy, tylko smutne tematy), w ostatnich latach nabrało szczególnej mocy. „Ricky”, „Czas, który pozostał”, „Angel”, „Schronienie” – były ponurymi niewypałami. Tym bardziej cieszy sukces „U niej w domu”.

Pupilek wraca do łask. Ozon kręci dzisiaj inne filmy niż przed laty.Zdecydowanie mniej ryzykuje formalnie, nieoczekiwanie stał się entuzjastą klasycznej narracji, a kino w końcu zaczęło sprawiać mu przyjemność. Wnowym filmie Ozon mówi o pasji czytania. Książka to flirt. Radości z lektury nie zastąpią wpisy na Facebooku ani omówienia na blogach. Przeczytać kilka stron ulubionej powieści to dać się uwieść.Afekt ma również ciemne strony: Ozon przez lata specjalizował się w drenowaniu mrocznej podszewki osobowości, fascynowały go tematy turpistyczne w zderzeniu z erotycznymi.

Pozostało 76% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381223mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.