W reżyserskim debiucie Pawła Chochlewa Westerplatte jest, ale tajemnicy nie ma.
O tym filmie chyba każdy już zdążył usłyszeć – prace nad nim trwały od lat. Co chwila pojawiały się kontrowersje: że film ma rzekomo szargać dobre imię polskich obrońców Westerplatte (jak zwykle opinie takie wygłaszali ci, którzy nawet nie czytali scenariusza), że oparty będzie na spekulacjach i niepotwierdzonych historycznie plotkach. A to Bogusław Linda wycofał się z projektu, a to zdjęcia zostały na kilkanaście miesięcy wstrzymane, i tak dalej. Ale wreszcie „Tajemnica Westerplatte” powstała i specjalnych kontrowersji wzbudzać chyba nie powinna. Jest starcie dwóch skrajnie różnych postaw dowódców obrony przylądka. Jest zderzenie bohaterstwa i tchórzostwa. Owszem, jest również scena, w której pijany żołnierz sika na plakat „Silni, zwarci i gotowi” (w pierwszej wersji scenariusza miał to być portret marszałka Rydza-Śmigłego), ale nawet ta wydaje się raczej niepotrzebna niż oburzająca. Naprawdę trzeba dużo złej woli, żeby poczuć się obrażonym.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.