Wiele osób żyje z polityki. Mało żyje dla niej – mawiał zmarły w poniedziałek słynny socjolog prof. Zygmunt Bauman. W pierwszą kategorię doskonale wpisali się nowi polscy szemrani liderzy – Ryszard Petru i Mateusz Kijowski. Plastikowi guru bez znaczenia, brylujący jedynie we własnych środowiskach. A teraz doszczętnie skompromitowani.
. Internet, którego Ryszard Petru jest ulubionym bohaterem od chwili, gdy trzech króli przerobił na sześciu (to nie był jedyny lapsus twórcy Nowoczesnej), już określił jego wyjazd z sejmową „koleżanką” na sylwestra w Portugalii samozaoraniem. To niezbyt poprawne słowo stało się niedawno popularną semantyczną ikoną zachowania, które jest połączeniem błędu, ośmieszenia się i całkowitej, niemal definitywnie dyskwalifikującej kompromitacji. Sprawdza się głównie w stosunku do osób publicznych. Szczególnie tych, które mają realne ambicje wpływania na życie Polaków. Bo takie Petru ma, a przynajmniej miał. Ale – jak się okazało – w dużym stopniu jedynie na płaszczyźnie deklaratywnej. Bo czy w chwili, kiedy przed obiektywem kamer telewizyjnych wieszczy się koniec demokracji w Polsce i organizuje okupację Sejmu w celu jej obrony, a przez obiektywem przypadkowego smartfona wyciągniętego w samolocie odpręża w podróży na zagraniczny odpoczynek, można jeszcze uchodzić za wiarygodnego? To pytanie retoryczne.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.