Polacy nie chcą gimnazjów. Ze świecą szukać tych, którzy myślą inaczej. Przedstawiciele ministerstwa, którzy bronią tej instytucji jeśli nie z przekonań, to przynajmniej „z urzędu”, powiedzą, że gimnazja nam się nie podobają, bo mają złą prasę. Pisze się i mówi o nich źle, zwykle w kontekście chuligańskich wybryków, w tym skierowanych przeciw nauczycielom, prześladowania jednych nastolatków przez innych, czasem prowadzącego do tragedii, zadziwiających alkoholowych ekscesów, niskiego poziomu nauczania itd.
Na tej podstawie wyrobiliśmy sobie podobno zdanie i dlatego – niesłusznie oczywiście – chcielibyśmy, żeby gimnazja znikły. Zgoda, chcielibyśmy, żeby zostały zlikwidowane, najlepiej jak najprędzej. Ale to oczywiście nieprawda, że z powodu kilku czy kilkunastu barwnie opisanych historii. Taka teza to raczej łatwy, i na dodatek dość bezczelny, wykręt, który ma usprawiedliwić, dlaczego nikt nie przyznaje się do błędu i tym bardziej dlaczego od lat nikt nie próbuje go naprawić. To argument z gatunku tych, że „urzędnik wie przecież lepiej”. Otóż nie wie, a my nie jesteśmy tacy głupi. Twierdzenie, że np. starsze dzieci trzeba oddzielać od młodszych, gdyż to warunek rozwoju i jednych, i drugich, raczej nas bawi, niż przekonuje. Dawniej ósmoklasista nie szukał towarzystwa pierwszoklasisty. I nie wchodzili sobie w paradę, zajęci własnymi sprawami.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.