Polskie służby i wojsko mierzą się z kolejnymi incydentami na lądzie, w powietrzu i cyberprzestrzeni. Część została bezpośrednio przypisana rosyjskim służbom, inne nadal są badane. Państwa wschodniej flanki NATO ostrzegają, że najbliższe miesiące mogą przynieść dalszą eskalację. Jakie scenariusze mogą nas spotkać?
4 sierpnia 2026 r. przed południem dyżurna para polskich myśliwców przechwyciła rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20M, który znajdował się 56 kilometrów na północny zachód od Koszalina. Rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej Janusz Sejmej potwierdził, że maszyna nie naruszyła polskiej przestrzeni powietrznej. Było to jednak drugie takie przechwycenie w ciągu dwóch dni – 3 sierpnia polskie lotnictwo interweniowało wobec Iła-20 operującego 60 kilometrów na północny zachód od Łeby. Minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił, że powtarzające się działania Rosji mają charakter prowokacyjny i służą sprawdzaniu czujności oraz gotowości systemów obronnych państw NATO. Na co powinniśmy się przygotować?
Rosja bada możliwości Polski i jednolitość NATO
Na początek trzeba zauważyć, że rosyjskie operacje wymierzone w Polskę nie tworzą jednego, łatwego do rozpoznania ciągu zdarzeń. Obejmują szpiegostwo, przygotowywanie aktów dywersji, podpalenia, cyberataki, rozpoznawanie infrastruktury krytycznej, próby ingerowania w debatę publiczną oraz działania wojskowe prowadzone w pobliżu granic NATO. Ich wspólną cechą jest możliwość stopniowania napięcia i utrzymywania sprawstwa poniżej progu, który automatycznie wymusiłby zdecydowaną reakcję całego Sojuszu.
Skalę problemu pokazuje raport Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego dotyczący lat 2024–2025. ABW prowadziła w tym okresie ponad 60 postępowań dotyczących szpiegostwa, przy czym 48 wszczęto tylko w 2025 r. Od rozpoczęcia pełnoskalowej agresji Rosji przeciwko Ukrainie statusem podejrzanego objęto 91 osób, zarzuty usłyszały 82 osoby, a 62 zostały zatrzymane. Agencja wskazuje jednocześnie na zmianę rosyjskiego modelu działania. Obok przypadkowych wykonawców werbowanych przez internet pojawiają się bardziej profesjonalne komórki wykorzystujące osoby związane ze środowiskiem przestępczym, byłych żołnierzy oraz funkcjonariuszy.
W lipcu 2025 r. Donald Tusk informował o 32 osobach zatrzymanych i podejrzanych o współpracę z rosyjskimi służbami przy organizowaniu aktów dywersji albo przemocy. Wśród podejrzanych znajdowali się obywatele Polski, Rosji, Ukrainy, Białorusi a nawet Kolumbii. Wykorzystanie wykonawców różnych narodowości utrudnia szybkie ustalenie zleceniodawcy, a zarazem pozwala Rosji podsycać konflikty społeczne i przerzucać odpowiedzialność między państwami.
Podpalenia na zlecenie rosyjskiego wywiadu i pożar Marywilskiej 44
Jednym z najlepiej udokumentowanych elementów rosyjskiej kampanii są podpalenia. W maju 2025 r. polskie władze oficjalnie poinformowały, że pożar centrum handlowego Marywilska 44 w Warszawie z 12 maja 2024 r. był skutkiem podpalenia przeprowadzonego na zlecenie wywiadu Federacji Rosyjskiej. Według Prokuratury Krajowej operacja była koordynowana przez osobę przebywającą w Rosji, a dwóm obywatelom Ukrainy przedstawiono zarzuty współdziałania ze sprawcami.
W kwietniu 2026 r. Prokuratura Krajowa skierowała akt oskarżenia przeciwko pięciu osobom w sprawie szerszej kampanii sabotażowej. Postępowanie obejmuje podpalenie sklepu OBI przy ulicy Radzymińskiej w Warszawie w dniach 13–14 kwietnia 2024 r., podpalenie sklepu IKEA w Wilnie 9 maja 2024 r., pożar Marywilskiej 44 trzy dni później oraz przygotowania do podpalenia sklepu IKEA w Rydze. Śledczy traktują te zdarzenia jako element jednej operacji prowadzonej na rzecz rosyjskiego wywiadu.
ABW ustaliła ponadto, że za podpaleniami dwóch składów budowlanych w Warszawie i Radomiu w maju 2024 r. stał 27-letni obywatel Kolumbii działający na rosyjskie zlecenie. Mężczyzna miał otrzymać szczegółowe instrukcje wykonania i dokumentowania ataków. Materiały rejestrujące pożary mogły następnie służyć do prowadzenia operacji informacyjnych. Celem nie było więc wyłącznie zniszczenie mienia, lecz również wywołanie wrażenia chaosu, nieskuteczności władz i braku bezpieczeństwa w państwach wspierających Ukrainę.
Sabotaż na polskiej kolei i wysadzenie torów prowadzących na Ukrainę
Jesienią 2025 r. infrastruktura kolejowa stała się miejscem dwóch szczególnie niebezpiecznych zdarzeń. W nocy z 2 na 3 września na szlaku Katowice–Katowice Ligota ujawniono odczepiony od pociągu towarowego pusty wagon-węglarkę ważący ponad 20 ton. Oznaczenia końca pociągu zostały przełożone na przedostatni wagon, dlatego obsługa składu nie zauważyła od razu jego braku. Pozostawiona na uczęszczanym torze węglarka mogła doprowadzić do zderzenia z pociągiem pasażerskim lub towarowym.
Przedstawiciele rządu potwierdzili, że wszystko wskazywało na celową ingerencję człowieka. Rozłączenie sprzęgu, przewodów pneumatycznych i pozostałych zabezpieczeń oraz przeniesienie oznaczeń wymagało wiedzy o funkcjonowaniu kolei. Sprawę badali prokuratorzy i służby specjalne. Nie przedstawiono jednak publicznie dowodów pozwalających jednoznacznie przypisać ten incydent rosyjskiemu wywiadowi.
Do bezpośrednio przypisanej Rosji dywersji doszło w dniach 15–16 listopada 2025 r. Na strategicznej linii Warszawa–Lublin–Dorohusk eksplozja zniszczyła fragment toru w rejonie miejscowości Mika. Trasa jest wykorzystywana między innymi do przewozu pomocy na Ukrainę. W drugim zdarzeniu, w rejonie Puław, uszkodzona została infrastruktura kolejowa i sieć trakcyjna. Pociągiem pasażerskim relacji Świnoujście–Rzeszów podróżowało 475 osób. W jednym z wagonów zostały wybite szyby, ale nikt nie odniósł obrażeń.
Donald Tusk określił eksplozję jako bezprecedensowy akt dywersji wymierzony w bezpieczeństwo państwa. Polskie służby ustaliły, że podejrzanymi są dwaj obywatele Ukrainy działający na zlecenie rosyjskiego wywiadu. Mężczyźni mieli przyjechać do Polski z Białorusi, a po wykonaniu zadania uciec w tym samym kierunku. Wykorzystanie Ukraińców odpowiada rosyjskiemu modelowi operacyjnemu: fizyczne szkody zostają połączone z próbą osłabienia poparcia społecznego dla Ukrainy.
Masowe naruszenie przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony
Najpoważniejszym dotychczas incydentem w polskiej przestrzeni powietrznej pozostaje noc z 9 na 10 września 2025 r. Podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę odnotowano 19 naruszeń polskiej przestrzeni. Operacja trwała około siedmiu godzin – od około godziny 23.30 do 6.30. Znaczna część bezzałogowców nadleciała od strony Białorusi, co odróżniało ten przypadek od wcześniejszych, pojedynczych zdarzeń związanych z walkami na Ukrainie.
Potwierdzono zestrzelenie trzech dronów, a zniszczenie czwartego uznano za prawdopodobne. W działaniach uczestniczyły polskie F-16, holenderskie F-35, włoski samolot wczesnego ostrzegania AWACS, natowski tankowiec oraz niemieckie zestawy Patriot. Polska wystąpiła o konsultacje na podstawie art. 4 traktatu północnoatlantyckiego. Nie uruchomiono art. 5, ponieważ naruszenie przestrzeni powietrznej nie jest automatycznie kwalifikowane jako zbrojna napaść.
Znaczenie wydarzenia wykraczało poza samą liczbę bezzałogowców. Ich trasy, czas działania oraz nadlot od strony Białorusi pozwalały Rosji obserwować sposób wykrywania zagrożenia, czas poderwania samolotów, współpracę poszczególnych komponentów NATO i procedury podejmowania decyzji. Równocześnie rozpoczęła się operacja dezinformacyjna. NASK odnotowała próby obciążania odpowiedzialnością Ukrainy, przedstawiania działań polskiego wojska jako nieudolnych oraz przekonywania, że NATO nie potrafi skutecznie chronić własnego terytorium.
Rosyjskie samoloty Ił-20, Su-30 i Su-35 nad Morzem Bałtyckim
W 2026 r. wyraźnie wzrosła aktywność rosyjskiego lotnictwa nad Morzem Bałtyckim. Szczególne znaczenie mają loty samolotów Ił-20, wyposażonych w systemy rozpoznania elektronicznego. Maszyny tego typu mogą zbierać informacje o pracy radarów, częstotliwościach łączności, rozmieszczeniu systemów przeciwlotniczych oraz procedurach reagowania lotnictwa NATO.
Polskie F-16 przechwytywały Iły-20 między innymi 8 i 9 kwietnia, 14 lipca, 31 lipca oraz 3 sierpnia 2026 r. W ostatnim przypadku rosyjska maszyna została przechwycona około 60 kilometrów na północny zachód od Łeby. Trzy dni wcześniej podobny samolot wykryto około 40 kilometrów na północ od Kołobrzegu. Rosyjskie maszyny wykonywały loty w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, bez zgłoszonych planów i z wyłączonymi transponderami. Nie naruszyły polskiej przestrzeni, ale zmuszały obronę powietrzną do uruchamiania procedur alarmowych.
W połowie lipca para dyżurna z Malborka przechwyciła dwa rosyjskie myśliwce Su-30. Bezpośrednio po zakończeniu tej operacji polscy piloci zostali skierowani do samolotu Ił-20 lecącego około 30 kilometrów na północ od Jastrzębiej Góry. W kwietniu nad Bałtykiem działała ponadto duża rosyjska grupa lotnicza złożona z dwóch bombowców Tu-22M3 oraz około dziesięciu myśliwców, w tym Su-30 i Su-35. Rosja utrzymywała, że były to zaplanowane loty nad wodami neutralnymi.
Pojawienie się Su-30 i Su-35 w pobliżu granic NATO nie jest równoznaczne z naruszeniem polskiego terytorium. Maszyny zapewniają jednak ochronę samolotom rozpoznawczym i bombowcom, wymuszają poderwanie dyżurnych par myśliwskich oraz pozwalają obserwować natowskie procedury przechwycenia. Władysław Kosiniak-Kamysz oceniał, że Rosja w ten sposób testuje polskie systemy obrony powietrznej.
Rosyjska rakieta Ch-101 i kolejne naruszenie polskiego nieba
30 lipca 2026 r. w pobliżu Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim odnaleziono szczątki obiektu, który według wstępnej oceny polskich władz był rosyjską rakietą manewrującą Ch-101. Pocisk został wykryty w polskiej przestrzeni o godz. 3.40, a po sześciu minutach zniknął z radarów. W miejscu upadku powstał lej o średnicy około 10 metrów. Obiekt spadł na niezamieszkanym terenie, około dwóch kilometrów od zabudowań.
Donald Tusk zaznaczył, że nie ma podstaw, aby uznać Polskę za zamierzony cel uderzenia. Incydent był najprawdopodobniej skutkiem rosyjskiego ataku na Ukrainę. Mark Rutte nazwał go jednak kolejnym lekkomyślnym działaniem Rosji i niebezpieczną konsekwencją prowadzonej przez nią wojny. Dla polskiego systemu bezpieczeństwa pozostaje to zarazem kolejny sprawdzian wykrywania, identyfikacji i ewentualnego zwalczania obiektów lecących na małej wysokości.
Ostrzeżenia Tuska, Sikorskiego i wywiadów państw bałtyckich
Pod koniec czerwca 2026 r. zachodnie media, powołując się na łotewski wywiad oraz źródła w innym państwie NATO, poinformowały o sygnałach wskazujących, że Rosja może przygotowywać prowokację przeciw Polsce albo państwom bałtyckim. Rozważane warianty obejmowały wykorzystanie dronów i pocisków, atak na infrastrukturę krytyczną, sabotaż oraz ograniczone wtargnięcie rosyjskich żołnierzy na terytorium jednego z sojuszników.
Donald Tusk potwierdził 3 lipca, że Polska otrzymuje ostrzeżenia od służb państw Unii Europejskiej i NATO. Premier ocenił, że najbliższe miesiące mogą być krytyczne, zwłaszcza dla państw bałtyckich, i zapewnił, że Polska przygotowuje się do różnych scenariuszy. Nie mówił o przesądzonym ataku, lecz o zwiększonym ryzyku prowokacji związanym ze zmianą sytuacji na froncie ukraińskim.
Radosław Sikorski zwrócił uwagę na możliwość przeprowadzenia operacji pod fałszywą flagą. Według przedstawionego przez niego wariantu Rosja mogłaby wykorzystać przejęte ukraińskie bezzałogowce do zaatakowania państwa NATO albo własnego terytorium, a następnie przypisać odpowiedzialność Ukrainie i wykorzystać incydent jako pretekst do dalszej eskalacji. Taki scenariusz łączyłby uderzenie kinetyczne z natychmiastową kampanią dezinformacyjną.
Prezydent Litwy Gitanas Nausėda poinformował w lipcu, że posiadane informacje wywiadowcze wskazują na ryzyko ograniczonych operacji przeciwko infrastrukturze energetycznej i transportowej w państwach bałtyckich lub Polsce. Prezydent Łotwy Edgars Rinkēvičs ostrzegł natomiast, że Moskwa może próbować pośrednio testować art. 5 i mechanizmy reagowania NATO oraz Unii Europejskiej.
Łotewski wywiad ocenia jednocześnie, że prawdopodobieństwo pełnoskalowej wojny w krótkiej perspektywie jest niewielkie, ponieważ zasadnicza część rosyjskich zdolności pozostaje zaangażowana w Ukrainie. Estoński wywiad również nie przewiduje bezpośredniego ataku na członka NATO w ciągu najbliższego roku, ale wskazuje na trwającą rozbudowę rosyjskiego potencjału wojskowego.
Możliwe scenariusze rosyjskiej prowokacji przeciw Polsce i NATO
Najbardziej prawdopodobny nie jest obecnie pełnoskalowy atak lądowy, lecz operacja ograniczona, której autorstwo Moskwa mogłaby podważać. Pierwszy scenariusz obejmuje kolejne uderzenie na infrastrukturę transportową, energetyczną lub telekomunikacyjną. Celem mogłyby stać się linie kolejowe prowadzące na Ukrainę, porty, podmorskie kable, magazyny paliw, sieci przesyłowe albo obiekty współpracujące z przemysłem obronnym. Operację mogliby wykonać zwerbowani przez internet pośrednicy niemający formalnego związku z rosyjskim państwem.
Drugi wariant to prowokacja dronowa lub rakietowa. Rosja może celowo wprowadzić kilka obiektów w przestrzeń NATO, wykorzystać urządzenia pozbawione materiałów wybuchowych albo użyć zdobytego ukraińskiego bezzałogowca. Celem byłoby jednoczesne sprawdzenie czasu reakcji, wywołanie sporu o pochodzenie obiektu i stworzenie warunków do operacji informacyjnej oskarżającej Ukrainę.
Trzeci scenariusz zakłada krótkotrwałe przekroczenie granicy przez niewielką grupę żołnierzy lub funkcjonariuszy działających bez oznaczeń. Takie zdarzenie mogłoby zostać przedstawione jako pomyłka, samowolne działanie albo operacja prowadzona przez nieznaną formację. Jego rzeczywistym celem byłoby zbadanie, jak szybko Polska uruchomi procedury wojskowe i czy sojusznicy uznają incydent za wymagający wspólnej odpowiedzi.
Czwarty wariant to operacja wielodomenowa: sabotaż fizyczny połączony z cyberatakiem, zakłócaniem GPS, rozpoznaniem lotniczym i dezinformacją. Awaria sieci energetycznej albo transportowej mogłaby zostać poprzedzona lotem samolotu rozpoznawczego, a następnie wykorzystana do podważania zaufania do polskich instytucji. Rosyjskie kanały informacyjne mogłyby równocześnie sugerować ukraińskie sprawstwo, konflikt wewnątrz NATO albo niezdolność państwa do ochrony obywateli.
W każdym z tych wariantów Moskwa może dążyć do postawienia NATO przed trudnym wyborem: brak zdecydowanej odpowiedzi zostałby przedstawiony jako dowód słabości, natomiast reakcja wojskowa jako rzekoma zachodnia eskalacja. Przedstawiciele Sojuszu zapewniają, że jego zdolność i determinacja do obrony każdego członka pozostają bezwarunkowe. Mark Rutte ostrzegał, że odpowiedź na bezpośredni atak na państwo NATO byłaby druzgocąca. Granica między sabotażem, operacją wywiadowczą, prowokacją a zbrojną napaścią pozostaje jednak dokładnie tym obszarem, który rosyjskie służby próbują obecnie rozpoznawać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu