Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała w poniedziałek, że prokurator okręgowy nie przychylił się do wniosku mec. Romana Giertycha, reprezentującego austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera, o odsunięcie prok. Małgorzaty Szeroczyńskiej od prowadzenia sprawy tzw. dwóch wież.
Spór o „dwie wieże” i śledztwo ws. Srebrnej
Sprawa „dwóch wież” związana jest z niedoszłymi planami wybudowania dwóch wieżowców na warszawskiej działce należącej do powiązanej z PiS spółki Srebrna. Śledztwo w związku z tą sprawą wszczęła w lutym ub.r. warszawska prokuratura okręgowa. Dotyczy ono doprowadzenia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości poprzez wprowadzenie pokrzywdzonego w błąd.
W środę w siedzibie Prokuratury Okręgowej w Warszawie w charakterze świadka w związku z tą sprawą przesłuchiwany był prezes PiS Jarosław Kaczyński. Przesłuchanie trwało 9 godzin. Po jego zakończeniu rzecznik prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba poinformował, że Kaczyński i jego pełnomocnicy wnioskowali m.in. o niedopuszczenie do udziału w przesłuchaniu pełnomocnika pokrzywdzonego - mec. Romana Giertycha. Wniosek ten nie został jednak uwzględniony przez prowadzącą sprawę prok. Szeroczyńską.
W czwartek po południu Giertych poinformował we wpisie na X, że złożył wniosek o wyłączenie prok. Szeroczyńskiej z tej sprawy. „Wczoraj Jarosław Kaczyński złożył wniosek abym go nie przesłuchiwał. Prokurator wniosek oddaliła po czym uchyliła, z absurdalną argumentacją, ponad 80 proc. pytań, które miałem do świadka” - wskazywał we wpisie adwokat. Dodał, że po raz pierwszy w życiu spotkał się z takim działaniem prokuratora. „Ta praktyka oznacza pozbawienie pokrzywdzonego prawa do reprezentacji” - podkreślił.
W ocenie adwokata opisywane przez niego zachowanie prokurator było związane z inną sprawą, w której oboje działają. „Sąd zmiażdżył argumentację prokurator Szeroczyńskiej wytykając liczne błędy w postępowaniu” - napisał w tym kontekście Giertych. Ocenił przy tym, że „ta porażka mogła wpłynąć na jej (prok. Szeroczyńskiej - PAP) stosunek do pełnomocnika pokrzywdzonego”. Adwokat dodał, że niezależnie od tego, z czego wynikała postawa prowadzącej przesłuchanie prokurator, „uchylanie ponad 80 proc. pytań pełnomocnika pokrzywdzonego stanowi jawne złamanie reguł postępowania, które świadczy o negatywnym stosunku do strony, a w konsekwencji przesądza o braku bezstronności organu prowadzącego”.
Decyzja prokuratury i dalszy przebieg sprawy „dwóch wież”
W poniedziałek po południu warszawska prokuratura okręgowa - także we wpisie na X - poinformowała, że „Prokurator Okręgowy w Warszawie po zapoznaniu się z materiałami sprawy, nie uwzględnił wniosku pełnomocnika pokrzywdzonego – adw. Romana Giertycha z 10 czerwca 2026 r., o wyłączenie prokuratora referenta od prowadzenia sprawy tzw. dwóch wież”.
Dzień po przesłuchaniu, podczas czwartkowej konferencji prasowej, Kaczyński ocenił, że Giertych, który jest posłem KO, nie powinien pełnić roli pełnomocnika pokrzywdzonego Austriaka. - Dlaczego nie powinien być pełnomocnikiem i przesłuchiwać mnie? No po prostu dlatego, że jest w przeciwnym mojemu obozie politycznym. Jest także przeciwnikiem tutaj, w parlamencie. No to nie jest sytuacja, która pozwala na zachowania zgodne z regułami prawa. Oczywiście adwokat, pełnomocnik nie ma takich zobowiązań jak prokurator czy sędzia, ja o tym wiem, ale w tym wypadku ta granica, w moim przekonaniu, została przekroczona - stwierdził.
W 2019 roku - za rządów PiS, gdy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro - Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie niedoszłych planów wybudowania dwóch wieżowców. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Kaczyńskiego złożył wtedy w prokuraturze jeden z pełnomocników Birgfellnera. Austriak był kilkukrotnie przesłuchiwany przez wiele godzin w tej sprawie, w tym raz w Austrii. Odmowę śledztwa tłumaczono wówczas tym, że Birgfellner „nie przedstawił żadnych dokumentów potwierdzających poniesione przez niego koszty” i nie przedstawił żadnych pisemnych umów zawartych z podmiotami, którym miał zlecić określone prace, a które to dokumenty umożliwiałyby weryfikację faktur.
Zdaniem pełnomocników Birgfellnera decyzja prokuratury była „niesłuszna”. Wskazywali, że zgodnie z Kodeksem postępowania karnego, postanowienie w sprawie wszczęcia śledztwa lub odmowy wszczęcia należy wydać w terminie 30 dni od dnia złożenia zawiadomienia, a prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa po prawie dziewięciu miesiącach od złożenia zawiadomienia. Pełnomocnicy austriackiego biznesmena zaskarżyli postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. W lutym 2020 r. warszawski sąd okręgowy utrzymał to postanowienie w mocy.
Sprawa tzw. dwóch wież znalazła się w audycie Prokuratury Krajowej dotyczącym postępowań z okresu rządów Zjednoczonej Prawicy z lat 2016-2023. PK w połowie stycznia ub. roku przedstawiła częściowy raport z tego audytu. Prezentująca go prok. Katarzyna Kwiatkowska wskazała wówczas, że postępowanie w sprawie „dwóch wież” powinno zostać podjęte i kontynuowane. Dodała, że wcześniejszy sposób procedowania w tej sprawie budził bardzo poważne wątpliwości. Zapowiedziała również, że zarówno prezes PiS, jak i inne osoby będą wzywane na przesłuchania w tej sprawie.
W lutym ub. roku prok. Skiba poinformował, że zostało wszczęte śledztwo w sprawie doprowadzenia Geralda Birgfellnera „w okresie od maja 2017 r. do lipca 2018 r. do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie nie mniejszej niż 1 mln 300 tys. euro”.
Prezes PiS, pytany wówczas o wszczęcie śledztwa, ocenił, że stało się to „w ramach walki z nami, ponieważ nic nie ma, trzeba fikcyjnych spraw”. „To, że ktoś chciał wybudować, nie dwie wieże, ale jakiś wysoki budynek (...), to wszystko było w sferze zamiarów, który nigdy nie jest przestępstwem. (...) W tym wypadku mieliśmy do czynienia z działaniem zgodnym z kodeksem handlowym” - stwierdził. Na pytanie, czy stawi się w prokuraturze, jeżeli dostanie wezwanie, Kaczyński stwierdził wówczas, że to obowiązek, ale - jak ocenił - „w tej chwili mamy kłopot, bo prokuratura jest nielegalna”.
„Gazeta Wyborcza” pod koniec stycznia 2019 r. publikowała zapisy i nagrania rozmowy z lipca 2018 r. - m.in. prezesa PiS z Birgfellnerem - dotyczącej planów budowy w Warszawie dwóch wieżowców przez spółkę Srebrna. Później, w lutym 2019 r., „GW” podała według zeznań Austriaka Jarosław Kaczyński nakłonił go do wręczenia 50 tys. zł księdzu z rady fundacji, która jest właścicielem spółki Srebrna.
W lutym 2019 r. w rozmowie z PAP lider PiS mówił m.in., że Birgfellner „żądał pieniędzy za prace, które były nieudokumentowane w żaden sposób”. „Jego żądanie można streścić do tego, że miałbym zmusić radę nadzorczą i zarząd spółki Srebrna, żeby wbrew prawu, wbrew ustawie o rachunkowości wypłaciły mu pieniądze, czego nie chciałem, ani nie mogłem zrobić. Żadne z tych ciał nie uległoby podobnym żądaniom” - powiedział wtedy Kaczyński. (PAP)
ef/ mro/
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu