statystyki

Gołąbiecki: Budowlanka ma szanse wyjść z kryzysu zdrowa [WYWIAD NPBP]

autor: Marek Chądzyński28.04.2020, 08:30; Aktualizacja: 22.07.2020, 11:35
Leszek Marek Gołąbiecki, prezes zarządu Unibep SA

fot. materiały prasowe

Leszek Marek Gołąbiecki, prezes zarządu Unibep SA fot. materiały prasoweźródło: DGP

Całe szczęście rząd nie zamknął budów. To uratowało półtora miliona miejsc pracy – mówi Leszek Marek Gołąbiecki, prezes zarządu Unibep SA. 

Rząd zapowiada stopniowe znoszenie ograniczeń. To dobrze dla takiej firmy, jak Unibep?

Plan jest na razie mało konkretny, ale szczerze mówiąc nie może być dziś inny. Nie wiemy przecież, jak się będzie rozwijać epidemia w najbliższych tygodniach. Najważniejsze, że taki plan powstaje, to brzmi optymistycznie. Powoli trzeba gospodarkę przywracać do życia. Co prawda branża budowlana nie cierpi teraz jakoś szczególnie mocno – wszystkie nasze budowy są realizowane – ale w innych sektorach jest znacznie gorzej. I ich kłopoty będą prędzej czy później rzutować na cały obieg gospodarczy. Ile mogą wytrzymać właściciele chociażby zamkniętych restauracji? Miesiąc, dwa? Na szczęście na razie w Polsce w przebiegu epidemii nie realizują się scenariusze włoskie, czy hiszpańskie, co by wskazywało, że ten lockdown nie będzie się wydłużał ponad miarę.

Czy obecny stan szkodzi waszej działalności?

Budowy grupy Unibep, zarówno w Polsce, jak i za granicą, a także nasza fabryka domów modułowych funkcjonują bez większych zaburzeń. Nie ma jakichś drastycznych kłopotów z podwykonawcami. Co prawda zdarzają się pojedyncze przypadki, ale to zdarzenia incydentalne. Nie ma problemu z pracownikami z zagranicy, a tego się obawialiśmy: że wyjadą np. na święta i będą mieli utrudniony powrót. Ale wielu Ukraińców, czy Białorusinów zostało w Polsce, mimo prawosławnych Świąt Wielkanocnych. Poza tym widzimy, że białoruskie, czy ukraińskie firmy, z którymi współpracujemy, po pierwszej, nerwowej fazie z powrotem ściągają pracowników do Polski, a ci po kwarantannie wracają do pracy. To samo jest w fabryce domów modułowych, w której zatrudniamy obcokrajowców. Nie obawiałbym się o załamanie rynku pracy, choć jeszcze dwa-trzy tygodnie temu były takie symptomy.

A łańcuchy dostaw? Wiele branż skarży się na to, że obostrzenia epidemiczne spowodowały tu duże zaburzenia.

Oczywiście, zdarzają się przypadki opóźnień w dostawie komponentów z Niemiec, czy z Włoch, ale i to powoli wraca do normy. Łańcuchy dostaw w budowlance mają zresztą swoją specyfikę, są bardzo rozproszone. Gdy pęka jedno ogniwo, to dość łatwo zastąpić je innym. Może za wyjątkiem specjalistycznych maszyn produkowanych gdzieś w Chinach, czy w zachodniej Europie reszta komponentów potrzebnych na budowie jest łatwo zastępowalna i dostępna na lokalnym rynku. Kruszywa, asfalt, cement – wszystko można kupić na miejscu. Być może w inwestycjach kolejowych poziom skomplikowania jest nieco większy, gdy potrzebne są jakieś podzespoły elektroniczne do sterowania ruchem, ale generalnie budowlanka to nie motoryzacja, w której mnóstwo komponentów jest produkowanych za granicą, a uzależnienie od konkretnych poddostawców jest duże. U nas w ostateczności można tak zmienić projekt, by móc korzystać z łatwiej dostępnych zamienników.

Co według pana jest powodem tego, że budownictwo znosi obecny stan dość dobrze?

To, że rząd nie zamknął budów. Uratowało to branżę i – według moich szacunków - jakieś półtora miliona miejsc pracy. Po pierwszych dniach paniki wśród pracowników – co w sumie było normalne, nikt przecież w połowie marca nie wiedział, jaka będzie siła epidemii – teraz wszystko powoli wraca do normy. Inne kraje poszły inną drogą. W Hiszpanii zamknięto nie tylko galerie handlowe, ale i place budów, w Austrii podobnie. Na szczęście nie u nas, dzięki czemu ludzie mają zatrudnienie, firmy przychody i skala problemu z bezrobociem i upadłościami w całej gospodarce będzie pewnie mniejsza, niż mogłaby być.

Chyba jednak działalność firmy jest trochę inna, niż w normalnych czasach. Nie macie żadnych dodatkowych procedur związanych z COVID-19?


Pozostało 73% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję