Ogłoszony przez premiera sukces na froncie polityki klimatycznej UE jest w najlepszym przypadku połowiczny. Nie widać jasnej perspektywy przekonania europejskich partnerów do opóźnienia implementacji nowych opłat za emisje, a to znaczy, że jedyną drogą pozwalającą na uniknięcie obciążeń dla polskich gospodarstw domowych od 2027 r. może okazać się obstrukcja.
Jesteśmy o krok bliżej do ukształtowania się nowego konsensusu w polityce klimatycznej. Unijni liderzy na czwartkowym szczycie próbowali połączyć ogień z wodą. Z jednej strony uspokoić te rządy, które obawiają się zanegowania Zielonego Ładu, zapewniając, że zobowiązania podjęte przez Unię pozostają aktualne, a dekarbonizacja i elektryfikacja kolejnych branż gospodarki będą kontynuowane. Z drugiej strony wyliczając oczekiwania dotyczące korekt kursu, które – co wydaje się znamienne dla dynamiki nastrojów w UE – zajęły znacznie więcej miejsca.
Klimatyczny koncert życzeń
Dlatego w konkluzjach szczytu zapisano potrzebę zapewnienia sprawiedliwego przebiegu transformacji oraz społecznej równowagi, niskich cen energii, bezpieczeństwa dostaw i konkurencyjności gospodarki, uwzględnienia specyfiki poszczególnych krajów oraz zasady technologicznej neutralności. Gestem wobec niechętnych Zielonemu Ładowi są też zapisy dotyczące celu klimatycznego na 2040 r. W dokumencie nie pojawia się wartość 90 proc. jako poziom redukcji emisji względem 1990 r., który zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej powinna osiągnąć w przyszłej dekadzie unijna gospodarka.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.