Ręka do góry, kto czytał kiedykolwiek Karola Marksa. Tak myślałem. I nie dziwię się, bo lektura takiego choćby „Kapitału” momentami przypomina żucie tapety ściennej. Tym bardziej cenne, gdy ktoś z ostrym piórem może nas w ten surowy świat niemieckiego filozofa wprowadzić.
Tym kimś jest Joan Robinson. Uczennica Keynesa i postać przynajmniej równie ciekawa jak jej nauczyciel. Nie tylko dlatego, że już w latach 30. wchodziła w skład najściślejszego kręgu robiącego w światowej ekonomii keynesowski przewrót. Również potem (już po śmierci Keynesa w 1946 r.) Robinson biła się z kontrrewolucją ekonomii neoklasycznej. Ostatecznie walkę przegrała. Trzeba jednak przyznać, że walczyła pięknie. Aż do śmierci (w 1983 r.) pozostała twardą i nieustępliwą krytyczką tzw. syntezy neoklasycznej. A więc pogodzenia keynesizmu z ekonomiczną ortodoksją. A w konsekwencji również z neoliberalizmem. Takie podejście zostało przez Joan Robinson określone wdzięcznym mianem „keynesizmu zbękarconego”. Ona sama określała się często jako keynesistka lewicowa.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.