Apelację od tego orzeczenia zapowiada zarówno prokuratura, która domagała się kar bezwzględnego więzienia, jak i obrona, która uważa, że oskarżeni nie dopuścili się propagowania nazistowskiego ustroju. Proces był pokłosiem reportażu telewizji TVN, w którym pokazano, sfilmowane ukrytą kamerą, spotkanie zorganizowane w maju 2017 r. w lesie koło Wodzisławia.

Prokuratura wniosła o wymierzenie oskarżonym kar bezwzględnego więzienia - od 8 miesięcy do 1 roku i 4 miesięcy. Obrona domagała się uniewinnienia przekonując, że impreza nie miała publicznego charakteru, tylko prywatny, a zatem – w myśl Kodeksu karnego - udział w niej nie podlega odpowiedzialności karnej. Obrońcy przekonywali też, że osoby, odpowiadające w procesie nie propagowały nazizmu, a ich spotkanie było "żartem", "happeningiem", "zabawą", zorganizowaną w gronie znajomych.

Sąd podzielił stanowisko prokuratury, że "obchody" urodzin zostały zorganizowane w publicznym i często odwiedzanym przez mieszkańców miejscu, a organizator musiał mieć świadomość, że przebieg imprezy będzie widziany osoby postronne – odbywała się ona wzgórzu, w widocznym miejscu. "(Organizator) nie zamierzał kryć się z obchodami, pomimo tego, że twierdził, że to była prywatna impreza. To nie była prywatna impreza" – powiedział kategorycznie sędzia Dawid Kopczyński i dodał, że było to miejsce oddalone zaledwie kilkadziesiąt-kilkaset kroków od domostw.

Reklama

"Nie można zgodzić się z tym, że założenie opaski ze swastyką na rękawie jest czymś normalnym. Przeciwnie – w naszym kręgu kulturowym, w kraju, który został tak znacznie doświadczony w czasie II wojny światowej tego typu symbolika jest oczywista i wiąże się jednoznacznie z ideologią faszystowską” - mówił sędzia Kopczyński, uzasadniając skazanie winnych za propagowanie nazizmu. Podkreślił, że sami oskarżeni mają świadomość tego, co działo się podczas II wojny światowej.

Odnosząc się do kar, sędzia mówił, że muszą one mieć odpowiedni oddźwięk społeczny, uwzględniać cele zapobiegawcze i wychowawcze. Dlatego sąd skazał oskarżonych na kary więzienia. Ich zawieszenie sędzia tłumaczył tym, że "kara bezwzględna jest karą ostateczną". W tym przypadku – zawieszenie nie jest "prezentem" dla oskarżonych, ale szansą, a okres próby czasem, w którym okaże się, czy ta decyzja była zasadna - wskazał sędzia.

Reklama

Na rok więzienia sąd skazał głównego oskarżonego, Mateusza S. - b. szefa zdelegalizowanego już stowarzyszenia "Duma i Nowoczesność" i organizatora imprezy. To on rozesłał przez internet znajomym ponad 80 zaproszeń z programem "uroczystości" w postaci plakatu, na którym znalazły m.in. godło III Rzeszy, swastyka i wizerunek Hitlera. Później wraz z innymi uczestnikami spotkania, używając mundurów nazistowskich i innych symboli tego ustroju pochwalał rządy Hitlera, jego zdolności przywódcze i głoszone wartości. Za to przestępstwo S. został skazany na 11 miesięcy więzienia.

Poza propagowaniem nazistowskiego ustroju państwa podczas "obchodów" w Wodzisławiu S. odpowiadał też za podobne zachowania - na festiwalu Orle Gniazdo, gdzie nosił koszulkę ze swastyką oraz podczas koncertu w rybnickiej dzielnicy Boguszowice, gdzie wykonywał gest nazistowskiego pozdrowienia. S. odpowiadał także za nielegalne posiadanie amunicji. Sąd wymierzył mu karę łączną roku więzienia, warunkowo zawieszając jej wykonanie na trzy lata.

Na 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu sąd skazał Krystiana Z., który usłyszał zarzuty dotyczące propagowania nazizmu w lesie w Wodzisławiu oraz podczas dwóch edycji festiwalu Orle Gniazdo, a na 8 miesięcy w zawieszeniu – Dawida K., oskarżonego o publiczne propagowanie nazistowskiego ustroju podczas "obchodów" urodzin Hitlera i na koncercie w Boguszowicach. Pozostali oskarżeni zostali skazani na kary od 3 miesięcy do pół roku więzienia, również w zawieszeniu na okres próby.

Poza kara pozbawienia wolności oskarżeni mają on także zapłacić grzywny i co trzy miesiące informować kuratora o przebiegu próby.

Wyrok jest nieprawomocny. Na jego ogłoszeniu stawił się tylko jeden z oskarżonych – Adrian K.

Prokurator Agnieszka Marcińczyk powiedziała dziennikarzom, że "co do zasady" orzeczenie uznaje za słuszne i wyraziła satysfakcję, że wszyscy oskarżeni uznani zostali za winnych wszystkich zarzucanych im przestępstw. "Oczywiście moje wątpliwości budzi takie ukształtowanie kary, które związane jest z zawieszeniem jej wykonania (...) Na pewno będzie w tym zakresie apelacja" – powiedziała prok. Marcińczyk.

Z wyrokiem stanowczo nie zgadza się obrona. W opinii mec. Rafała Sucheckiego, reprezentującego głównego oskarżonego Mateusza S., orzeczenie w pewien sposób wpisuje się w nieprzychylne twierdzenia po adresem Polski. "Sama treść wyroku – tak jak mówiłem w mowie obrończej – ciekawe, co Moskwa na to powie (...) Sąd udowodnił, że w Polsce są rzekomo naziści – to, co mówi Moskwa" – powiedział dziennikarzom adwokat kategorycznie zapowiadając, że zaskarży wtorkowe orzeczenie i że zrobią to także inni obrońcy.

Nawiązując do wyjaśnień oskarżonych powiedział, że są oni "przekonani do ustroju takiego, jak w wyroku mówiono". Pytany, czy podczas spotkania doszło do propagowania ustroju nazistowskiego, odpowiedział: "Nie było, bo nie można propagować wobec osób, które są przekonane do tego ustroju". Pytany, czy mimo to uważa, że w Polsce nie ma nazistów, odpowiedział, że "nie ma nazistów (...), być może osoby zainteresowane tym ustrojem" i dodał, że w Polsce nie ma partii o charakterze narodowosocjalistycznym.

Proces rozpoczął się w lipcu 2019 r. Na ławie oskarżonych zasiada sześcioro uczestników "obchodów" (w tym jego główny organizator Mateusz S., szef zdelegalizowanego stowarzyszenia Duma i Nowoczesność). Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy, kwestionując także publiczny charakter spotkania w lesie.

Śledztwo w sprawie, której dotyczy proces, wszczęto w styczniu 2018 r. po emisji reportażu w telewizji TVN pt. "Polscy neonaziści". Dziennikarze pokazali w nim m.in. obchody 128. rocznicy urodzin Hitlera, które odbyły się ponad pół roku wcześniej w lesie koło Wodzisławia Śląskiego. Na polecenie prokuratury ABW zatrzymała wówczas uczestników spotkania i przeszukała ich mieszkania. Znaleziono w ich domach flagi, odznaki, naszywki i publikacje o symbolice nazistowskiej.

Materiał "Superwizjera" TVN pokazywał m.in. rozwieszone na drzewach czerwone flagi ze swastykami i "ołtarzyk" ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla, która po zmroku została podpalona. Widać było też uczestników spotkania przebranych w mundury Wehrmachtu i SS, wznoszenie toastów "za Adolfa Hitlera i naszą ojczyznę, ukochaną Polskę" i częstowanie tortem w kolorach flagi Trzeciej Rzeszy.(PAP)

autor: Krzysztof Konopka