Reklama

Szef BPM był pytany w Programie Trzecim Polskiego Radia o sytuację na granicy z Białorusią, która była jednym z tematów wtorkowych rozmów prezydenta Dudy z prezydentem Austrii Alexandrem Van der Bellenem oraz z liderką białoruskiej opozycji Swiatłaną Cichanouską.

"Obie rozmowy w dużej części dotyczyły sytuacji na granicy i w obu rozmowach usłyszeliśmy to samo poparcie" - zaznaczył prezydencki minister. Według niego takie stanowisko strony austriackiej jest oczywiste, gdyż "Polska broniąc granicy przed atakiem hybrydowym, broni Unii Europejskiej".

"Przecież wszyscy wiedzą, że ci ludzie, których sprowadził Łukaszenka, nie chcą osiedlić się w Polsce. Oni podążają do Niemiec, do Skandynawii, niektórzy zapewne również do Austrii" - dodał.

Na uwagę, że niektórzy politycy w Polsce uważają, iż powinniśmy wpuścić imigrantów oraz umożliwić im dalszą podróż, Kumoch zaznaczył, że "gdyby Polska tak postępowała, byłaby nielojalnym członkiem UE".

"Prędzej czy później, inne kraje wprowadziłyby kontrole graniczne; skończyłoby się rozpadem, albo poważnym kryzysem strefy Schengen, a myślę, że mało kto chciałby do czegoś takiego doprowadzić. Myślę, że to jest również celem Alaksandra Łukaszenki" - powiedział.

Pytany, jak Zachód może "osłabić impet dyktatora" i czy wystarczą kolejne sankcje, do czego wzywa Parlament Europejski, szef BPM zastrzegł, że nie chciałby "wyprzedzać pewnych kroków". Ujawnił jednak, że bardzo dokładnie omawiano tę sprawę na spotkaniu z "przedstawicielami demokratycznej Białorusi". Ich prośby uznał za zdecydowane, sprowadzające się do tego, że "nie wolno odpuszczać reżimowi".

"Ani nie wolno odpuszczać na granicy, ani nie wolno odpuszczać w sprawie sankcji. W innym wypadku reżim będzie zamykał do więzień tego, kogo będzie chciał, a tak właśnie się na Białorusi dzieje" - mówił.

Dopytywany, "czy można zamknąć temat ze spokojnym sumieniem stwierdzeniem, że za wszystko odpowiada reżim Łukaszenki", prezydenci minister przekonywał, że zasadniczym pytaniem jest, "czy my pobłażając dzisiaj, ratujemy, czy też przyczyniamy się do tragedii kolejnych dziesiątków tysięcy ludzi, których (białoruski) reżim bez żadnego serca sprowadzi".

Podkreślił, że Polska jest gotowa w każdej chwili udzielić pomocy humanitarnej na granicy. Przypomniał, że w sierpniu polski konwój z pomocą humanitarną nie został wpuszczony na Białoruś. Teraz do władz w Mińsku została skierowana kolejna nota w tej sprawie.

Kumoch przestrzegał przed próbami nielegalnego udzielania pomocy koczującym w lasach po białoruskiej stronie granicy, co jego zdaniem mogłoby się skończyć postrzeleniem przez służby białoruskiego reżimu.

"Udzielenie pomocy musi nastąpić legalnie przez przejście graniczne. Gdyby Polska udzielała pomocy przez zieloną granicę, to proszę mi wierzyć, (...) reżim się nie zawaha przed prowokacją nawet. Ktoś, kto myśli, że przekroczy zieloną granicę i udzieli pomocy ludziom, którzy tam koczują, naraża się na to, że sam będzie częścią tego Łukaszenkowskiego rozwiązania, w tym sensie, że zostanie na przykład postrzelony. I co wtedy zrobimy? A mówimy o bezdusznym reżimie, takim, który strzelał do własnych ludzi. A tutaj on tak naprawdę tych przybyszów z innej części świata traktuje tylko w kategoriach utylitarnych" - powiedział Kumoch.

Od 2 września w związku z presją migracyjną w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego przylegających do granicy z Białorusią obowiązuje stan wyjątkowy. Początkowo został wprowadzony na 30 dni. 30 września Sejm zgodził się przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne 60 dni.