Kosmiczne stawki w polskim szpitalu. Lekarze brali 26 tys. zł za godzinę. Teraz placówce grozi bankructwo

Lekarz na szpitalnym korytarzu
Najpierw skandal w Szpitalu Południowym, a teraz na jaw wyszedł bezwzględny mechanizm w szpitalach w Mogilnie i MiastkuGazetaPrawna.pl / Gazeta Prawna/Zdjęcie poglądowe
dzisiaj, 16:28

Polska służba zdrowia stanęła w obliczu jednego z najbardziej porażających skandali finansowych ostatnich lat. Niedawno media donosiły o skandalicznych praktykach w Szpitalu Południowym, a teraz na jaw wyszedł bezwzględny mechanizm, który doprowadził publiczne placówki na skraj bankructwa. Sprawą zajmują się prokuratura i CBA.

Układ idealny: Jak zarobić miliony w kilka sobót?

Wszystko zaczęło się od niewinnej próby rozszerzenia oferty medycznej w niewielkim szpitalu powiatowym w Mogilnie (woj. kujawsko-pomorskie). Placówka, która nie posiadała nawet własnej poradni neurochirurgicznej, podpisała w 2023 roku kontrakt z bydgoską spółką Spine – donosi Interia. Umowa na leczenie bólów kręgosłupa okazała się jednak gwoździem do trumny dla szpitala.

Zamiast standardowego, bezpiecznego podziału zysków, ówczesna dyrekcja zgodziła się na skrajnie niekorzystne proporcje: aż 65% wyceny z NFZ trafiało do prywatnej spółki, a szpitalowi zostawało zaledwie 35% - informuje serwis. Obecny dyrektor placówki Sebastian Jankiewicz podkreśla, że w rzeczywistości powinno być odwrotnie. To był jednak dopiero początek patologii.

Medyczny taśmociąg: Porażający rekord w 4 godziny

Prawdziwa rewolucja zarobkowa odbywała się w soboty. Jak donosi serwis, gdy jedyna sala operacyjna w szpitalu w Mogilnie była pusta, zamieniano ją w gabinet zabiegowy. Przyjmowano w niej pacjentów z całej Polski – wszyscy z gotowymi skierowaniami od medyków powiązanych z tą samą firmą - Spine. Tempo pracy przypominało taśmę produkcyjną w fabryce:

  • W ciągu zaledwie 4 godzin lekarze potrafili przyjąć od 25 do nawet 50 pacjentów.
  • Dokumentacja medyczna większości z nich była niemal identyczna, przepisywana według jednego schematu.
  • Rekordziści przechodzili ten sam zabieg pięciokrotnie w ciągu zaledwie dziewięciu miesięcy.

Wielki przekręt na procedurach: Fikcja za 6500 zł z publicznych pieniędzy

Jak to możliwe, że zsumowanie kilku godzin pracy oznaczało tak gigantyczne zyski? Kluczem był sprytny zabieg w dokumentacji, który bezlitośnie obnażyła kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ).

Istnieją dwie metody walki z bólem kręgosłupa. Pierwsza to szybki zabieg ambulatoryjny (tzw. termolezja) – pacjent dostaje zastrzyk/nakłucie rozgrzaną igłą i po kilkunastu minutach wraca do domu. NFZ płaci za to 1500 zł. Druga metoda wiąże się z hospitalizacją, wymaga łóżka, wyżywienia i całodobowej opieki. Wyceniana jest na ponad 6500 zł.

Co wykrył NFZ? Lekarze wykonywali pacjentom błyskawiczny, tani zabieg, ale w dokumentację wpisywali drogą hospitalizację. Szpital żądał od państwa gigantycznych wypłat, z których lwią część przelewał spółce.

Drastyczne konsekwencje: Szpitale bez grosza, pielęgniarki bez pensji

Katastrofa nadeszła, gdy NFZ zorientował się w procederze. Urzędnicy zakwestionowali masowe operacje i nałożyli na szpital w Mogilnie gigantyczną karę – 2,6 mln zł.

To jednak nie koniec dramatu. Prywatna spółka, bezlitośnie egzekwując zapisy kontraktu, pozwała zadłużoną placówkę o zaległe wypłaty i… wygrała w sądzie 1,3 mln zł. Do szpitala wkroczył komornik, który zablokował 400 tys. zł z bieżącego kontraktu. Efekt? Szpital w Mogilnie stracił płynność finansową i nie ma z czego wypłacić pensji własnym lekarzom i pielęgniarkom.

To nie jedyna ofiara: Kolejnemu szpitalowi grozi natychmiastowa likwidacja

Okazuje się, że Mogilno (gdzie wykonano 500 zabiegów) było jedynie rozgrzewką. Prawdziwy rekord padł w Szpitalu w Miastku (woj. pomorskie). Tam neurochirurdzy potrafili przeprowadzić nawet 77 zabiegów jednego dnia, na oddziale liczącym zaledwie 19 łóżek! Łącznie przeprowadzono tam ponad 2500 procedur. Jeśli NFZ potwierdzi tam identyczne oszustwo, szpitalowi w Miastku grozi astronomiczna kara – nawet 13 mln zł, co oznacza natychmiastową likwidację lecznicy.

Obecnie nad sprawą pracują najpoważniejsze służby w kraju. Prokuratura Okręgowa w Bydgoszczy zbiera dowody w sprawie fałszowania dokumentacji w Mogilnie, a agenci CBA pod nadzorem prokuratury prześwietlają szpital w Miastku. Śledczy badają również, dlaczego spółka Spine od 2022 roku nie opublikowała ani jednego sprawozdania finansowego.

Zarówno szefowie spółki, jak i urzędnicy odpowiedzialni za podpisanie kontraktów, nie widzą w swoich działaniach niczego złego. Była dyrektor kwituje sprawę krótko: jeśli szpitale upadną, jest jej "po prostu przykro".

Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png