Wstrząsające doniesienia z jednej z najnowocześniejszych placówek medycznych w Warszawie. W Szpitalu Południowym miało dochodzić do procederu, który środowisko medyczne i funeralne wprost porównuje do pamiętnej afery „łowców skór”.
Klucz do imperium w podziemiach. Tak zdobywał pełną władzę
Szpital Południowy miał być medyczną wizytówką Warszawy. Tymczasem w jego podziemiach, jak donosi Onet, rósł korupcyjny układ. Na jego czele miał stać niespełna czterdziestoletni technik sekcyjny, Artur Habowski. Mężczyzna, dzięki przychylności byłego kierownictwa placówki, zyskał niemal absolutną władzę nad ciałami zmarłych – pisze serwis.
Kluczem do jego imperium okazały się karty zgonów. Zamiast trafiać do rąk rodzin w sekretariatach oddziałów, dokumenty miały być przekazywane bezpośrednio do biura koordynatora. Dla pogrążonych w żałobie bliskich oznaczało to jedno: aby załatwić formalności, musieli wejść do gabinetu Habowskiego. Tam zaczynał się psychologiczny nacisk i bezwzględna gra na emocjach.
Ujawniamy czarny cennik. Szokujące stawki za wydanie ciała
Z ustaleń dziennikarskich wyłania się przerażający schemat. Jak grzmi Onet, w podziemiach Szpitala Południowego miało dochodzić do nielegalnego sprzedawania ciał i usług pogrzebowych. Jakby tego było mało koordynator stworzył nieoficjalną taryfę za czynności, które w publicznej placówce powinny być standardem lub podlegać ścisłym regulacjom. Pieniądze płynęły bezpośrednio do jego kieszeni – bez faktur, paragonów i śladów w dokumentacji.
Szacunkowe stawki w podziemnym biznesie:
- 100 zł – opłata za samą zgodę na wydanie zwłok firmie pogrzebowej.
- od 500 zł – przygotowanie estetyczne i ubranie zmarłego.
- od 1000 zł – zabieg balsamacji (w okresie pandemii stawki rosły dwukrotnie).
- od 1500 zł wzwyż – prowizja za „rekomendację” konkretnego domu pogrzebowego.
Skala zysków poraża. Tylko z tytułu ubierania ciał, w ciągu zaledwie dwóch miesięcy zeszłego roku, przez prosektorium przeszło ponad 80 zmarłych. Przy minimalnej stawce dawało to ponad 40 tys. zł nieopodatkowanego zysku.
Bez doliczenia kosztów nie było szans. Nielegalne praktyki w szpitalu
System eliminował niepokornych. Jeśli rodzina zmarłego zdecydowała się na usługi zakładu pogrzebowego, który nie chciał płacić haraczu koordynatorowi, spotykały ją natychmiastowe konsekwencje. Wizyty były przekładane, czas oczekiwania sztucznie wydłużany, a pracownicy zewnętrznych firm odprawiani z kwitkiem.
Współpracujące z nim domy pogrzebowe po prostu doliczały „koszty szpitalne” do końcowego rachunku wystawianego bliskim. Kulminacją patologii były sytuacje, w których dochodziło do jawnego bezczeszczenia zwłok – w tym oddawania moczu na ciała przekazywane „nieprzyjaznym” firmom, co kwitowano wulgarnymi odpowiedziami w stronę przedsiębiorców – donosi Onet.
Prokuratura bada sprawę. Zaskakujący ruch koordynatora
Sprawą od niedawna zajmuje się prokuratura, jednak tłem śledztwa nie są wymuszenia, a rzekome fałszerstwa dokumentów. Co ciekawe, zawiadomienie złożył... sam Habowski, twierdząc, że skradziono mu pieczątkę – pisze serwis. Informatorzy z branży funeralnej nie mają wątpliwości: to klasyczna ucieczka do przodu i próba zrzucenia winy na podwładnych, podjęta w momencie, gdy wokół koordynatora zaczęła palić się ziemia.
Reakcja łańcuchowa jednak ruszyła. Na wniosek prezydenta Warszawy odwołano dotychczasowe władze szpitala. Nowa dyrekcja unika bezpośredniego kontaktu z mediami, odwołując spotkania w ostatniej chwili i zasłaniając się lakonicznymi komunikatami o „traktowaniu sprawy z najwyższą powagą”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu