PiS chce, by Polska wstała z kolan.Problem w tym, że swoje działania ubrał w XIX-wieczne metody. Dawny polityk PiS: „Gdy patrzę na to, co oni wyprawiają, nie wierzę. Jakieś dziwne deklaracje, listy, pohukiwania. Bezsensowne przekonywanie, że Komisja Europejska i Parlament Europejski są nieważne. MSZ najpierw otwiera front z Unią, by potem oczekiwać z jej strony ustępstw. Kompletnie nie rozumieją ezopowego języka, jakim Unia do nas mówi. Tej poprawności politycznej, którą można lubić lub nie, ale trzeba nią właściwie władać. Dyplomaci jadą do Brukseli i myślą, że jak ktoś na nich nie krzyczy, jest grzeczny, mówi spokojnie i miło, to znaczy, że jest ugodowy i podziela ich punkt widzenia. Tymczasem wcale tak nie jest”.
Gdybyśmy taką deklarację usłyszeli z ust polityka Platformy Obywatelskiej albo Nowoczesnej, właściwie można by ją uznać za kolejną próbę podważenia kompetencji PiS w sprawach międzynarodowych. Problem w tym, że takich argumentów używają zwolennicy rządu Beaty Szydło, czy szerzej sympatycy „dobrej zmiany”. Nawet na prawicy słychać opinie, że w dyplomacji weszliśmy w ślepą uliczkę. O ile Pałac Prezydencki jeszcze w jakiś sposób stara się zachować pozory wyrafinowania, ustala w miarę realistyczne cele i próbuje je realizować, o tyle MSZ wybrało dosłowność.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Powiązane
