Szef Klubu PiS Mariusz Błaszczak z aprobatą wypowiedział się o wskazanej przez prezydenta dacie pierwszego posiedzenia Sejmu nowej kadencji - 12 listopada. Dodał, że Sejm zbierze się zaraz po Święcie Niepodległości, a nowy rząd tworzony jest bardzo szybko, w porównaniu ze standardami III Rzeczypospolitej. Przypomniał, że najkrótszy czas licząc od wyborów do powstania rządu wynosił dotąd 27 dni a najdłuższy 56 dni.

Szef Klubu PiS za bardzo ważny symbol uznał decyzję prezydenta o tym, że marszałkiem-seniorem będzie Kornel Morawiecki. Podkreślił, że jest to przedstawiciel opozycji, człowiek niewątpliwe wybitny i legenda polskiej opozycji niepodległościowej.

Według Mariusza Błaszczaka zwołanie pierwszego posiedzenia Sejmu na ten sam dzień, w którym odbywa się szczyt Unii Europejskiej w sprawie uchodźców na Malcie, nie stanowi problemu, choć na tym szczycie Polskę musi reprezentować premier albo prezydent.

- To decyzja ustępującej pani premier, wszystko można pogodzić, jeżeli tylko jest wola, były też przypadki składania dymisji na piśmie - powiedział szef Klubu PiS i dodał, że będzie to "taki test" jak będą się zachowywać ci, którzy odchodzą.

Zgodnie z Konstytucją premier składa dymisję na pierwszym posiedzeniu nowo wybranego Sejmu a prezydent przyjmując ją, powierza ustępującej Radzie Ministrów dalsze sprawowanie obowiązków do czasu powołania nowego rządu.

Mariusz Błaszczak poinformował, że polityczne decyzje w sprawie składu nowego gabinetu zapadną na przełomie tego i początku przyszłego tygodnia. Dodał, że konsultacje trwają, terminy konstytucyjne są dotrzymane i nie dzieje się nic nadzwyczajnego.

- Jesteśmy przygotowani, jest drużyna Prawa i Sprawiedliwości, jest program, są projekty ustaw, wszystko jest gotowe - podkreślił poseł Błaszczak, który według nieoficjalnych informacji ma zostać ministrem spraw wewnętrznych i administracji.

Komitet Polityczny PiS miał się zebrać jutro w południe, ale termin został przełożony, prawdopodobnie na początek przyszłego tygodnia.